Partnerzy strategiczni
Orlen
Od klimatu do bezpieczeństwa. Forum Energii pokazuje, dlaczego Polska musi postawić na elektryfikację

Transformacja energetyczna wchodzi w nową fazę. Nie chodzi już przede wszystkim o klimat, ale o bezpieczeństwo, konkurencyjność gospodarki i niższe rachunki za energię

Jeszcze kilka lat temu dyskusja o transformacji energetycznej wyglądała zupełnie inaczej. Najczęściej sprowadzała się do jednego pytania: jak szybko ograniczyć emisję dwutlenku węgla. Dziś ten sposób myślenia przestaje dominować. Podczas spotkania think tanku Forum Energii wielokrotnie powtarzało się inne słowo – bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo dostaw energii, bezpieczeństwo przemysłu i bezpieczeństwo gospodarki.

Zdaniem Joanny Pandery, prezeski Forum Energii, Katarzyny Harpak, dyrektorki Programu Europejskiego, oraz Marcina Dusiło, kierownika Programu Przemysł, właśnie dlatego Komisja Europejska coraz mocniej stawia na elektryfikację gospodarki oraz przebudowę systemu handlu emisjami ETS. Nie są to już wyłącznie narzędzia polityki klimatycznej. Mają sprawić, że Europa będzie mniej uzależniona od importowanych paliw i bardziej odporna na światowe kryzysy. To oznacza również zmianę dla Polski.

Europa zmienia priorytety

Eksperci Forum Energii zwracali uwagę, że po wybuchu wojny w Ukrainie, kryzysie gazowym, napięciach na Bliskim Wschodzie oraz rosnącej rywalizacji o pierwiastki krytyczne Bruksela zaczęła patrzeć na transformację energetyczną znacznie szerzej. Jeszcze kilka lat temu głównym argumentem była redukcja emisji CO₂. Dzisiaj równie często mówi się o ograniczeniu importu paliw kopalnych, budowaniu odporności europejskiej gospodarki, uniezależnieniu od niestabilnych dostawców surowców oraz zwiększeniu konkurencyjności przemysłu.

To właśnie w tym kontekście Komisja Europejska zaproponowała, aby do 2040 roku energia elektryczna odpowiadała za około 46 proc. końcowego zużycia energii w Unii Europejskiej. To nie jest wiążący cel, ale bardzo wyraźny sygnał, w jakim kierunku ma zmierzać europejska gospodarka.

Polska ma większy problem niż większość Europy

Forum Energii rozpoczęło prezentację od liczb, które dobrze pokazują skalę wyzwania. Polska importuje około 82 proc. gazu ziemnego i aż 98 proc. ropy naftowej. Łącznie około połowa całej energii zużywanej w kraju pochodzi z importowanych paliw kopalnych.

To oznacza, że ogromna część pieniędzy wydawanych na energię opuszcza polską gospodarkę. Dlatego eksperci przekonywali, że elektryfikacja nie polega wyłącznie na zastępowaniu jednego urządzenia drugim. To przede wszystkim zastępowanie importowanych paliw energią produkowaną lokalnie.

Przeczytaj też: Samochody elektryczne są tańsze niż nam się wydawało

Dobrze pokazuje to przykład transportu. Samochód z silnikiem Diesla zawsze będzie potrzebował importowanej ropy. Samochód elektryczny może natomiast być ładowany energią pochodzącą z polskiej farmy wiatrowej, instalacji fotowoltaicznej albo – w przyszłości – z elektrowni jądrowej.

Podobnie jest z ogrzewaniem. Kocioł gazowy wymaga dostaw gazu, natomiast pompa ciepła wykorzystuje energię elektryczną, którą coraz większą część możemy wytwarzać we własnym kraju.

Polska wciąż jest na końcu europejskiej stawki

Eksperci pokazali również, że Polska pozostaje jedną z najmniej zelektryfikowanych gospodarek w Unii Europejskiej. Obecnie energia elektryczna odpowiada za zaledwie 17 proc. końcowego zużycia energii. Dla porównania średnia unijna wynosi już około 23 proc., co oznacza, że Polska jest czwartym najmniej zelektryfikowanym krajem Wspólnoty.

Przeczytaj też: To nie OZE jest dziś wyzwaniem

Niepokojące jest również to, że obowiązujący projekt Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu zakłada wzrost tego udziału jedynie do 26 proc. w 2040 roku. Zdaniem Forum Energii to zdecydowanie za mało. Eksperci przedstawili alternatywny scenariusz, w którym Polska mogłaby osiągnąć około 42 proc. udziału energii elektrycznej, czyli niemal poziom wskazywany przez Komisję Europejską.

Więcej prądu, ale mniej energii. Jak to możliwe?

Na pierwszy rzut oka wydaje się to sprzeczne z intuicją. Skoro coraz więcej urządzeń ma korzystać z energii elektrycznej, zużycie energii powinno przecież rosnąć. Forum Energii przekonuje jednak, że będzie odwrotnie, ponieważ urządzenia elektryczne są znacznie sprawniejsze od tych wykorzystujących paliwa kopalne.

Najlepiej pokazuje to motoryzacja. Silnik elektryczny wykorzystuje około 90 proc. energii zgromadzonej w akumulatorze, podczas gdy silnik benzynowy lub wysokoprężny zamienia na napęd jedynie 20-30 proc. energii zawartej w paliwie. Cała reszta jest tracona w postaci ciepła.

Podobnie wygląda sytuacja w ogrzewaniu. Pompa ciepła nie produkuje ciepła poprzez spalanie paliwa, lecz je przenosi. Dzięki temu zużywając jedną jednostkę energii elektrycznej, może dostarczyć około czterech jednostek ciepła. Dla porównania kocioł gazowy musi spalić ponad cztery jednostki gazu, aby osiągnąć podobny efekt.

Przechodząc z obecnego poziomu zużycia energii z 2024 r. do scenariusza przedstawionego w KPEiK, zużycie energii elektrycznej wzrasta o widoczne na wykresie 35 TWh, natomiast zużycie pozostałej energii spada o 172 TWh. W efekcie całkowite zużycie energii w scenariuszu KPEiK zmniejszało by się do 668 TWh, zgodnie z wartościami przedstawionymi na wykresie. Warto przy tym zaznaczyć, że w tym scenariuszu zużycie energii elektrycznej wynosi 176 TWh, a pozostałej energii – 492 TWh.

Przejście ze scenariusza KPEiK do scenariusza przyspieszonego oznacza dalszy wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną o 72 TWh oraz kolejny spadek zużycia pozostałej energii o 175 TWh. W rezultacie całkowite zużycie energii zmniejsza się do poziomu 565 TWh.

Nie każdy przemysł można potraktować tak samo

Jednym z najczęściej powtarzanych podczas spotkania stwierdzeń było, że „przemysł przemysłowi nierówny”. Eksperci podkreślali, że różne branże dysponują zupełnie innymi możliwościami ograniczania emisji.

Przykładem jest przemysł spożywczy, w którym już dziś dostępne technologie pozwalają niemal całkowicie zdekarbonizować procesy produkcyjne. Wymiana kotłów gazowych na urządzenia elektryczne, zastosowanie wysokotemperaturowych pomp ciepła oraz wykorzystanie energii z OZE sprawiają, że środki z ETS mogą rzeczywiście przyspieszyć transformację.

Przeczytaj też: Indonezja znalazła sposób na czystsze paliwo

Znacznie trudniejsza sytuacja dotyczy przemysłu chemicznego. Podczas produkcji nawozów gaz ziemny nie jest wyłącznie paliwem – stanowi przede wszystkim surowiec chemiczny. Nie można go więc po prostu zastąpić energią elektryczną. Podobny problem występuje w cementowniach, gdzie znaczna część emisji powstaje w wyniku reakcji chemicznych. W takich branżach elektryfikacja nie wystarczy, a konieczne będzie wykorzystanie technologii wychwytywania i magazynowania dwutlenku węgla (CCS).

Problemem nie jest technologia, lecz cena

Podczas spotkania wielokrotnie podkreślano, że największą przeszkodą w elektryfikacji nie jest brak odpowiednich technologii, lecz ich opłacalność. Forum Energii pokazało przykład przemysłu spożywczego, gdzie cena energii elektrycznej jest obecnie około 2,6 razy wyższa od ceny gazu. Przy takich proporcjach ekonomicznie uzasadniona jest elektryfikacja jedynie około 19 proc. procesów produkcyjnych.

Jeżeli jednak relacja cen spadłaby do około 1,5, opłacalna stałaby się elektryfikacja nawet 90 proc. produkcji. Zdaniem ekspertów oznacza to, że wiele inwestycji nie czeka na przełom technologiczny, lecz na zmianę zasad funkcjonowania rynku energii.

Paradoks polskiego systemu

Forum Energii zwróciło uwagę na problem, który rzadko pojawia się w debacie publicznej. Obecnie energia elektryczna jest bardziej obciążona różnego rodzaju opłatami niż gaz, mimo że to właśnie prąd ma być podstawą transformacji energetycznej.

Dobrym przykładem jest opłata OZE doliczana do rachunków za energię elektryczną. Część tych środków finansuje rozwój biometanu, czyli paliwa gazowego. W praktyce oznacza to, że użytkownicy energii elektrycznej współfinansują rozwój technologii opartych na gazie. Zdaniem ekspertów właśnie takie mechanizmy wymagają zmian.

ETS ma przestać być wyłącznie systemem kar

Jedną z najważniejszych propozycji Komisji Europejskiej jest reforma systemu ETS. Dotychczas był on kojarzony przede wszystkim z rosnącymi cenami emisji CO₂. Teraz ma w znacznie większym stopniu finansować inwestycje.

Komisja proponuje między innymi wolniejsze zmniejszanie liczby dostępnych uprawnień po 2040 roku, zwiększenie udziału darmowych uprawnień dla przemysłu do około 75 proc., wydłużenie części mechanizmów wsparcia do 2038 roku oraz uzależnienie przyznawania bezpłatnych uprawnień od rzeczywistych inwestycji.

Przeczytaj też: Ruszyła produkcja energii na Bałtyku

Nowy mechanizm ma działać według zasady 80/20. Około 80 proc. darmowych uprawnień przedsiębiorstwo otrzyma po przedstawieniu wiarygodnego planu inwestycyjnego, natomiast pozostałe 20 proc. dopiero po wykazaniu, że inwestycja rzeczywiście przyniosła deklarowaną redukcję emisji. Ma to ograniczyć sytuacje, w których firmy otrzymują wsparcie bez przeprowadzania realnej modernizacji.

Miliardy euro do wykorzystania

Jedną z największych zmian może okazać się sposób wydawania pieniędzy z ETS. Obecnie jedynie około 10 proc. wpływów z aukcji uprawnień musi być przeznaczane na cele klimatyczne. Komisja chce zwiększyć ten obowiązek aż do 50 proc., co oznacza znacznie większy strumień pieniędzy kierowany do przemysłu i energetyki.

Polska może szczególnie skorzystać na przedłużeniu działania Funduszu Modernizacyjnego do 2040 roku. Jako największy beneficjent tego instrumentu otrzymuje około 40 proc. wszystkich środków. Według Forum Energii oznaczałoby to dodatkowe około 15 mld euro na transformację.

Komisja proponuje również uruchomienie nowego mechanizmu Investment Booster o wartości około 30 mld euro. Jedna czwarta tej kwoty ma zostać przeznaczona dla słabiej rozwiniętych państw członkowskich, w tym Polski. Eksperci zachęcają przedsiębiorstwa i samorządy do przygotowywania projektów już teraz, ponieważ największe szanse będą miały najbardziej innowacyjne inwestycje.

Sector coupling, czyli połączenie całego systemu energetycznego

Choć podczas spotkania najczęściej padało słowo „elektryfikacja”, w praktyce wszystkie przedstawione rekomendacje prowadzą do realizacji szerszej koncepcji znanej jako sector coupling, czyli integracji sektorów energetycznych. Chodzi o odejście od myślenia o elektroenergetyce, ciepłownictwie, transporcie i przemyśle jako o odrębnych światach. Zamiast tego mają one zostać połączone jednym nośnikiem energii – coraz czystszą energią elektryczną produkowaną z OZE i w przyszłości także z atomu. Oznacza to, że prąd z farm wiatrowych czy fotowoltaiki nie będzie zasilał wyłącznie gniazdek, ale również pompy ciepła ogrzewające budynki, samochody elektryczne, procesy przemysłowe czy produkcję wodoru tam, gdzie bezpośrednia elektryfikacja nie jest możliwa. Dzięki temu energia będzie mogła przepływać między sektorami tam, gdzie jest najbardziej potrzebna, zwiększając efektywność całego systemu, ograniczając zużycie paliw kopalnych i zmniejszając zależność od importu gazu oraz ropy. Właśnie taki zintegrowany model – a nie pojedyncze inwestycje w poszczególnych branżach – wyłania się z rekomendacji Forum Energii jako komentarz do propozycji Komisji Europejskiej i jako kierunek rozwoju polskiej transformacji energetycznej.

Zdj. Oleksandr on Unsplash

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies