
Komisja Europejska proponuje głębszą reformę EU ETS niż zapowiadano. Zmiany mają odciążyć przemysł, ale utrzymać kierunek dekarbonizacji
Komisja Europejska przedstawiła projekt rewizji systemu EU ETS. Fundamentem systemu jest kurcząca się z roku na rok liczba uprawnień do emisji CO₂, z których elektrownie i zakłady przemysłowe muszą rozliczać każdą wyemitowaną tonę – to właśnie malejąca podaż uprawnień winduje ich cenę i wymusza redukcję emisji. Komisja proponuje, by po 2030 r. pula zmniejszała się wolniej niż przewidują obecne przepisy. Ma to znaczenie praktyczne: przy dotychczasowym tempie uprawnienia skończyłyby się całkowicie około 2040 r., czyli szybciej, niż huty, cementownie czy zakłady chemiczne są technologicznie w stanie zejść z emisjami do zera. Wolniejszy spadek puli oznacza więc niższą presję na ceny uprawnień i więcej czasu na inwestycje.
Przeczytaj też: Green Podcast w przededniu reformy ETS i o Baltic Power
Projekt idzie przy tym dalej, niż wynikało z wcześniejszych zapowiedzi. W ostatnich miesiącach Bruksela sygnalizowała przede wszystkim korekty w darmowych przydziałach uprawnień dla przemysłu. Przedstawiona propozycja sięga jednak w sam mechanizm systemu: obok wydłużenia okresu bezpłatnych przydziałów dla energochłonnych sektorów – powiązanych teraz z obowiązkiem inwestycji w dekarbonizację – zmienia właśnie tempo wygaszania całej puli i rozszerza system na kolejne sektory, m.in. spalarnie odpadów.
To wyraźna zmiana kursu względem reformy ETS z 2023 r. Wówczas UE postawiła na szybsze ograniczanie liczby uprawnień, stopniowe wygaszanie darmowych przydziałów i wzmocnienie sygnału cenowego dla redukcji emisji. Obecna propozycja oznacza próbę pogodzenia celów klimatycznych z obawami o konkurencyjność europejskiego przemysłu i wysokie koszty transformacji. O tym, czego spodziewano się po rewizji, pisała Justyna Piszczatowska. Ostateczny kształt zmian będzie jeszcze negocjowany przez państwa członkowskie i Parlament Europejski.
Razem z rewizją ETS Komisja przedstawiła drugi filar pakietu – Plan Elektryfikacji Europy. Zakłada on, że Unia stanie się „pierwszym kontynentem napędzanym elektrycznie". Komisja Europejska wyznaczyła orientacyjny cel zwiększenia udziału energii elektrycznej w końcowym zużyciu energii do 46 proc. do 2040 roku, wobec około 23 proc. obecnie – wskaźnik ten pozostaje praktycznie niezmieniony od dekady.
Według KE elektryfikacja ma ograniczyć zależność od importu paliw kopalnych i przynieść do 2040 roku około 200 mld euro oszczędności na rachunku za sprowadzane surowce. Komisja przyznaje jednocześnie, że jedną z głównych barier transformacji są wysokie ceny energii elektrycznej. Dlatego plan przewiduje działania na rzecz zmniejszenia różnicy cen między energią elektryczną a paliwami kopalnymi – m.in. poprzez wsparcie dla pomp ciepła, likwidację barier taryfowych i podatkowych oraz stworzenie warunków, które mają zachęcić przemysł, transport i ogrzewnictwo do przechodzenia na energię elektryczną.
Według KE elektryfikacja ma ograniczyć zależność od importu paliw kopalnych, przynosząc oszczędności rzędu 260 mld euro rocznie do 2040 roku. Komisja przyznaje jednocześnie, że jedną z głównych barier transformacji są wysokie ceny energii elektrycznej. Dlatego plan przewiduje likwidację barier taryfowych i podatkowych, które zawyżają cenę prądu względem gazu, a także zachęty do elektryfikacji poprzez wsparcie dla pomp ciepła, likwidację barier taryfowych i podatkowych oraz stworzenie warunków, które mają zachęcić przemysł, transport i ogrzewnictwo do przechodzenia na energię elektryczną.
Przeczytaj też: Izery jeszcze nie produkujemy, ale już są problemy
Dla Polski proponowane zmiany mogą oznaczać mniejszą presję kosztową na energochłonny przemysł – zwłaszcza hutnictwo, cementownie i sektor chemiczny – dzięki dłuższemu utrzymaniu bezpłatnych uprawnień do emisji. Jednocześnie nie zmienia się podstawowy kierunek reformy: przedsiębiorstwa będą musiały inwestować w dekarbonizację, aby zachować wsparcie, a system ETS nadal będzie stopniowo ograniczał emisje. Oznacza to, że reforma może złagodzić tempo transformacji i koszty dla polskiego przemysłu, ale nie odwraca obowiązku odchodzenia od paliw kopalnych.
Znaczenie dla Polski ma także plan elektryfikacji. Reforma ETS ma wspierać ten proces – większa część wpływów z handlu emisjami miałaby trafiać na inwestycje w dekarbonizację i elektryfikację, a przemysł zachowałby darmowe uprawnienia pod warunkiem realizacji takich inwestycji. Dla Polski oznacza to szansę na finansowanie modernizacji energochłonnych zakładów i sieci elektroenergetycznych, ale jednocześnie konieczność szybszego rozwoju taniej, niskoemisyjnej energii, bez której elektryfikacja pozostanie zbyt kosztowna.
Plan elektryfikacji wpisuje się w ideę integracji sektorów energii, ciepła, transportu i przemysłu (sector coupling), choć Komisja w komunikacji akcentuje przede wszystkim elektryfikację gospodarki i integrację systemu energetycznego.
Zdj. Mat. prasowe KE, Teresa Ribera, Wopke Hoekstra, Dan Jørgensen