
Norwegia kojarzy się przede wszystkim z ropą i gazem. Wiele wskazuje jednak na to, że w jej ziemi kryją się surowce, które mogłyby uwolnić Europę od zależności od chińskiego importu
Norweski rząd ogłosił właśnie potencjał wydobywczy metali ziem rzadkich i pierwiastków krytycznych. Okazuje się, że kraj fiordów może stać się istotnym elementem łączącym ogniwa zielonych technologii wytwarzanych w Europie. Bez części pierwiastków zidentyfikowanych w rządowym opracowaniu nie będzie możliwy rozwój elektromobilności, energetyki odnawialnej czy nowoczesnych technologii. Co znajdziemy w raporcie „Critical and Strategic Raw Materials in Norway – Positions and Potentials”?
Według najnowszego norweskiego raportu dotyczącego surowców krytycznych Norwegia dysponuje siedmioma złożami geologicznymi o szczególnym znaczeniu dla surowców krytycznych i strategicznych, pięcioma aktywnymi kopalniami oraz 17 przedsiębiorstwami przetwórczymi zaangażowanymi w produkcję, przetwarzanie lub rozwój materiałów istotnych dla strategicznych łańcuchów dostaw.
Przeczytaj też: Polska zazielenia energię, ale węgiel trzyma się wciąż mocno
Autorzy raportu zwracają uwagę na ogromny potencjał norweskich złóż. Najwięcej emocji budzi Fensfeltet w regionie Telemark w południowej części kraju. Obszar ten jest dziś uznawany za największe potwierdzone złoże pierwiastków ziem rzadkich w Europie. Depozyt zdaje się łatwiej dostępny niż ten w Kirunie w Szwecji. Szacunki pokazują, że zasoby tego złoża są znacznie większe niż wcześniej zakładano. W marcu 2026 roku oceniono je na około 15,9 mln ton tlenków ziem rzadkich, co oznacza wzrost o ponad 80 proc. w porównaniu z wcześniejszymi danymi.

Dlaczego to takie ważne? W złożu Fensfeltet znajdują się między innymi neodym i prazeodym – pierwiastki wykorzystywane do produkcji magnesów używanych w samochodach elektrycznych, turbinach wiatrowych czy zaawansowanych systemach wojskowych. To właśnie one są jednym z fundamentów zielonej transformacji.
Dla Europy znaczenie tych odkryć jest jeszcze większe. Nie od dziś wiemy, że zielona transformacja potrzebuje konkretnych minerałów. Dotychczas nie wydobywano ich w Europie, tylko głównie w Azji. Pomysłem na pozyskanie części z nich jest gospodarka o obiegu zamkniętym. Jednak to wciąż za mało, skala recyklingu nadal pozostaje mała, a projekty z tego obszaru nie są dochodowe ze względu na niewielką ilość turbin, samochodów czy magazynów energii, które można poddać odzyskowi. Dlatego głównym źródłem zarówno pierwiastków, jak i technologii ich przetwarzania stały się Chiny. Taka zależność od jednego dostawcy, jak pokazały doświadczenia z ropą i gazem, nie służy europejskiej gospodarce ani jej suwerenności. Norwegowie przekonują, że rozwój własnych źródeł surowców może pomóc ograniczyć to uzależnienie.
Przeczytaj też: Polska szuka miejsc do składowania CO2
Władze w Oslo traktują sprawę bardzo poważnie. Rząd zdecydował się przyspieszyć procedury związane z projektem Fen (tak brzmi potoczna nazwa przedsięwzięcia związanego z zagospodarowaniem złoża Fensfeltet). Natomiast premier Jonas Gahr Støre podkreślił, że złoże ma znaczenie nie tylko dla Norwegii, ale dla bezpieczeństwa dostaw surowców w całej Europie. To ważne, że władze od razu deklarują, że pierwszym rynkiem zbytu pierwiastków ma być Europa.
Norwegia nie chce być wyłącznie dostawcą surowców. Kraj od lat rozwija przemysł oparty na taniej energii wodnej i już dziś produkuje aluminium, krzem, nikiel czy kobalt przy stosunkowo niskiej emisji. Według autorów raportu właśnie przetwarzanie i rafinacja mogą okazać się największym wkładem Norwegii w budowę europejskiej niezależności surowcowej. Norwegowie na razie nie mają własnej fabryki baterii. Wystarczy wspomnieć, że niespełna kilka tygodni temu świat dowiedział się o bankructwie projektu Morrow. Jednak cała dolina bateryjna się rozwija. Są w niej zlokalizowane zarówno zakłady recyklingu jak i R&D i uczelnie wyższe i szkoły techniczne.
Raport wskazuje również na duży potencjał złóż miedzi, grafitu, niklu, kobaltu oraz wysokiej czystości kwarcu. Wszystkie te surowce są potrzebne do produkcji baterii, paneli fotowoltaicznych, półprzewodników i nowoczesnej infrastruktury energetycznej.
Przeczytaj też: Rząd przyjął nowy plan rozowju energetyki
Mimo korzystnej lokalizacji złóż, ich lokalizacja nie jest jednak w pełni oczywista. Otwieranie nowych kopalni wiąże się z długimi procedurami administracyjnymi, wysokimi kosztami inwestycji i pytaniami o wpływ na środowisko. Wokół projektu Fen już pojawiają się głosy dotyczące ochrony lokalnych ekosystemów. Wszystko to sprawia, że od zidentyfikowania złóż do wydobycia pierwszej partii pierwiastków może minąć nawet 10 lat. W tym kontekście mówi się zarówno o szwedzkiej Kirunie, jak i potencjale wydobycia litu w Ukrainie.
Aby budować technologie niskoemisyjne, potrzebujemy coraz więcej metali i surowców, których wydobycie również ma swoją cenę środowiskową. A samo zabezpieczenie produkcji wymaga czasu. Chiny inwestycje te zaczęły blisko 20 lat temu. Europa szuka sposobów na to by jak najszybciej zabezpieczyć dostęp do najważniejszych pierwiastków. O tej strategii pisałam w czerwcu br. kiedy to Bruksela ogłosiła, że pieniędzmi z handlu emisjami chce wspierać europejski przemysł bateryjny.

Jedno jest jednak pewne. Jeśli Norwegii uda się wykorzystać ten potencjał, kraj może stać się jednym z najważniejszych ogniw europejskiego bezpieczeństwa surowcowego. A metale krytyczne mogą okazać się dla Norwegów równie strategiczne jak ropa i gaz w poprzednich dekadach. Kraj przyglądał się wcześniej potencjałowi złóż minerałów zlokalizowanych na dnie morskim. Tutaj pojawiło się wiele kontrowersji środowiskowych. Temat na razie przygasł.
Już teraz wartość norweskiego eksportu surowców krytycznych wynosi obecnie około 9 mld euro (równowartość blisko 40 mld zł) rocznie, przy czym większość produkcji trafia do odbiorców w Europie. Najważniejsze produkty eksportowe to aluminium, nikiel, cynk, krzem i żelazokrzem, a samo aluminium odpowiada za ponad 50 proc. wartości eksportu. Norwegia odgrywa również kluczową rolę w europejskim zaopatrzeniu w wybrane surowce, odpowiadając za 100 proc. produkcji ilmenitu (tytanu) i sjenitu nefelinowego oraz 95 proc. produkcji grafitu w Europie. W skali globalnej kraj ten posiada około 9 proc. udziału w produkcji niklu wysokiej czystości, 6 proc. w produkcji ilmenitu/tytanu oraz 5 proc. w produkcji kobaltu, co czyni go jednym z najważniejszych dostawców tych surowców dla europejskiej transformacji energetycznej i przemysłu zaawansowanych technologii.
Pierwiastki ziem rzadkich (REE, Rare Earth Elements) to grupa 17 chemicznie podobnych metali obejmująca 15 lantanowców oraz skand i itr. Mimo nazwy nie są one szczególnie rzadkie w skorupie ziemskiej, lecz rzadko występują w złożach o opłacalnym ekonomicznie stężeniu. Są konieczne dla produkcji magnesów trwałych, turbin wiatrowych, silników pojazdów elektrycznych, elektroniki i technologii obronnych. Pierwiastki krytyczne (lub szerzej: surowce krytyczne) to kategoria gospodarcza i strategiczna, a nie chemiczna. Unia ma ich własną listę. Obejmuje surowce uznane za niezbędne dla gospodarki i transformacji energetycznej, których dostawy są zagrożone ze względu na koncentrację produkcji, ryzyko geopolityczne lub ograniczoną dostępność. Do surowców krytycznych zaliczają się nie tylko niektóre pierwiastki ziem rzadkich (np. neodym, prazeodym, dysproz), ale także lit, kobalt, grafit, nikiel, wolfram czy niob. Innymi słowy, wszystkie pierwiastki ziem rzadkich stanowią określoną grupę chemiczną, natomiast tylko część z nich jest jednocześnie uznawana za surowce krytyczne, a lista surowców krytycznych obejmuje również wiele innych pierwiastków i minerałów.
Zdj. Seth kane on Unsplash, grafiki raport „Critical and Strategic Raw Materials in Norway – Positions and Potentials”