Partnerzy strategiczni
Orlen
Polska blokuje elektryfikację flot – rozsądek czy stracona szansa na transformację?

Polska zablokowała unijny projekt obowiązkowych limitów aut zeroemisyjnych we flotach firmowych. Problem w tym, że bez nacisku rynek sam nie przyspieszy transformacji, a Polska może ponownie zostać technologicznie z tyłu

„Jesteśmy za zachętami, nie za przymusem” – napisał minister infrastruktury Dariusz Klimczak po zablokowaniu przez Polskę i grupę państw projektu obowiązkowego udziału samochodów zeroemisyjnych we flotach firmowych. Komunikat został przedstawiony jako sukces rozsądku i obrona przedsiębiorców przed unijnym przymusem. Problem w tym, że polityka transportowa nie dzieje się w próżni, a rynek sam z siebie bardzo rzadko wykonuje gwałtowne cywilizacyjne zwroty. Wydaje się, że formuła motoryzacji spalinowej się wyczerpała. Zależność od dostaw paliw gospodarkom europejskim nie służy.

Przeczytaj też: Samochód elektryczny zasili dom przez tydzień

Bo jeśli nie będzie nacisku, to nie będzie też zmiany. Europa właśnie pompuje gigantyczne środki w rozwój produkcji baterii, budowę infrastruktury i cały ekosystem elektromobilności. Robi to nie dlatego, że elektryki są chwilową modą, tylko dlatego, że stawką jest bezpieczeństwo gospodarcze i energetyczne kontynentu. Trudno jednocześnie mówić o „realiach rynku” i ignorować fakt, że rynek paliw kopalnych od dekad jest uzależniony od geopolityki, autorytarnych reżimów i niekończących się kryzysów surowcowych. Czy naprawdę lepszym rozwiązaniem jest dalsze pompowanie pieniędzy w ropę i gaz, a przy okazji dalsze napędzanie gospodarek państw, które z europejskimi wartościami mają niewiele wspólnego?

Przeczytaj też: Ukraina kupuje elektryki w czasie wojny

W polskich warunkach floty firmowe są zresztą najbardziej naturalnym narzędziem wymiany całego parku samochodowego. To właśnie auta poleasingowe przez lata zasilały rynek wtórny i dawały dostęp do nowszych technologii zwykłym kierowcom. Tak samo będzie z elektrykami. Jeśli firmy nie zaczną ich kupować dziś, za kilka lat nie będzie czego odkupić jako używane samochody. Już teraz rynek używanych EV w Europie jest błyskawicznie drenowany, między innymi przez nabywców z Ukrainy. Polska znowu może zostać na końcu kolejki – ze starym dieslem i opowieścią o obronie przedsiębiorców.

Przeczytaj też: Spór o zielone referendum

Najbardziej rozczarowujące jest jednak coś innego. Zamiast spokojnej rozmowy o kosztach transformacji, korzyściach, ryzykach i koniecznych inwestycjach dostajemy polityczny przekaz oparty głównie na emocjach: „Bruksela zmusza”, „firmy ucierpią”, „Polska się obroniła”. Tymczasem transformacja transportu i tak nadejdzie – pytanie tylko, czy będziemy jej uczestnikiem, czy wyłącznie rynkiem zbytu dla technologii rozwijanych gdzie indziej. Od polityków oczekiwałabym edukacji i uczciwego tłumaczenia zmieniającej się rzeczywistości, a nie kolejnej odsłony wojny o symbole. Transformacja energetyczna trwa, po co nam nadwyżki zielonej energii, jeśli nie między innymi do zasilania flot aut, chyba nie po to żeby rafinować więcej ropy.

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies