Partnerzy strategiczni
Orlen
Samochód na prąd w czasie wojny. Ukraińska lekcja niezależności po czterech latach od ataku Rosji

W Ukrainie samochód elektryczny przestał być gadżetem. Stał się narzędziem odporności państwa i realną bronią w walce o niezależność energetyczną

O elektromobilności w Ukrainie najczęściej mówi się dziś w kontekście wojny, kryzysu paliwowego i zniszczonej infrastruktury energetycznej. Rzadziej – jako o historii konsekwentnie budowanego rynku, który zaczął rozwijać się na długo przed 2022 rokiem. Dlatego do rozmowy zaprosiłam Marynę Kytinę – to ukraińska dziennikarka motoryzacyjna i ekspertka rynku elektromobilności, analizująca transformację transportu w swoim kraju – zarówno w czasie dynamicznego wzrostu rynku przed 2022 rokiem, jak i w realiach wojny. Jest autorką programu „Green Mobility News”. Obie zasiadamy w międzynarodowym jury Women’s Worldwide Car of the Year (WWCOTY), ale dziś rozmawiamy nie o premierach i nagrodach, lecz o czymś znacznie poważniejszym: o tym, jak samochody elektryczne stały się w Ukrainie elementem bezpieczeństwa energetycznego.

Agata Rzędowska (green-news.pl): Kiedy właściwie zaczęła się historia elektromobilności na Ukrainie?

Maryna Kytina: Pierwsze kroki postawiono już w 2011 roku, gdy ukraińska firma Bio Auto zamówiła w Chinach produkcję modeli elektrycznych evA2 i evA3 – choć ówczesne prawo nie przewidywało jeszcze nawet osobnej kategorii dla takich pojazdów. Prawdziwy początek rynku masowego nastąpił dwa lata później, w 2013 roku, wraz z pojawieniem się Nissana Leaf. Skala była wtedy symboliczna – przez cały rok zarejestrowano zaledwie 14 aut elektrycznych, a cała krajowa flota EV liczyła ich 20.

Trudno w to uwierzyć, patrząc na dzisiejsze liczby. Jak szybko sytuacja zaczęła się zmieniać?

Bardzo szybko. Rynek rósł w zawrotnym tempie – 75 proc. wzrostu w 2016 roku, 85 proc. rok później. Do 2017 roku Ukraina zajmowała już piąte miejsce w całej Europie pod względem dynamiki wzrostu floty EV – mówimy o autach w 100 proc. elektrycznych. Między styczniem 2018 a styczniem 2020 roku liczba samochodów elektrycznych wzrosła o 279 proc. Na początku 2020 roku na drogach było już ponad 18,4 tys. czystych elektryków i ponad 17,6 tys. hybryd, a tuż przed rosyjską inwazją, pod koniec 2021 roku, liczba zarejestrowanych BEV przekroczyła 33,5 tys.

Co sprawiło, że Ukraińcy tak chętnie sięgali po elektryki? Czy państwo ich do tego zachęcało?

Zdecydowanie tak, choć nie przez bezpośrednie dopłaty gotówkowe, ale przez jeden z najsilniejszych pakietów zachęt podatkowych w Europie. Od 2016 roku obowiązuje zerowa stawka celna na import EV. Import i dostawy były zwolnione z VAT do początku 2026 roku. Od lipca 2022 roku właściciele elektryków nie płacą też obowiązkowej składki na państwowy fundusz emerytalny przy pierwszej rejestracji. Podatek akcyzowy jest minimalny – symboliczny 1 euro za 1 kWh pojemności akumulatora. Do tego dochodzą długoterminowe zwolnienia podatkowe dla firm produkujących pojazdy elektryczne, stacje ładowania i baterie.

Potem przyszła pełnoskalowa inwazja Rosji. Jak wpłynęła na ukraiński rynek EV?

Paradoksalnie – stała się jego potężnym katalizatorem. Inwazja wywołała głęboki kryzys paliwowy: zniszczone rafinerie, zablokowane porty morskie, dramatyczny wzrost cen benzyny i diesla. Ukraińcy błyskawicznie dostrzegli w elektrykach drogę do niezależności energetycznej – samochód zasilany prądem wytwarzanym w kraju przestał być tylko wyborem ekologicznym, stał się wyborem strategicznym. Pomimo ataków na infrastrukturę energetyczną i blackoutów rynek wykazał niezwykłą odporność. Do końca 2023 roku flota czystych elektryków osiągnęła prawie 80 tys. sztuk.

A jak wygląda sytuacja dziś?

Tempo adopcji bije kolejne rekordy. Do końca 2025 roku park pojazdów BEV na Ukrainie osiągnął 246 tys. sztuk. Napędza go kilka czynników jednocześnie: wysokie i niestabilne ceny paliw, utrzymujące się ulgi podatkowe oraz znacznie szersza niż kiedyś globalna oferta przystępnych cenowo modeli – zwłaszcza z Chin. Do tego dochodzi prosta ekonomia: ładowanie i serwisowanie elektryka jest po prostu znacznie tańsze niż eksploatacja auta spalinowego.

Wspomniałaś o blackoutach. Czy w warunkach wojennych elektryki w ogóle da się ładować?

To pytanie, które słyszę bardzo często, i rozumiem skąd się bierze. Ale rzeczywistość jest taka, że Ukraina rozwinęła bardzo rozbudowaną infrastrukturę ładowania – ponad 20 tys. punktów ładowania, czyli około 6 tys. stacji w całym kraju. Co ważne, ponad 80 proc. tych urządzeń jest produkowanych lokalnie. Wskaźnik liczby punktów ładowania w stosunku do liczby elektryków odpowiada standardom takim jak Hiszpania czy Belgia i wyraźnie przewyższa wskaźniki sąsiedniej Polski. Kryzys energetyczny miał zresztą jeszcze jeden efekt – silnie pobudził wtórne wykorzystanie baterii EV. Zużyte akumulatory są przerabiane na stacjonarne systemy magazynowania energii, które zasilają domy i wspierają potrzeby wojska.

Jakie marki królują dziś na ukraińskich drogach?

Historycznie niepodważalnym liderem był Nissan Leaf – to on otwierał ten rynek. Dziś obraz jest znacznie bardziej zróżnicowany. Wśród nowych rejestracji mocno liczą się Volkswagen – głównie za sprawą modelu ID.4 – a także Tesla, Renault, Honda i Hyundai. Coraz większą rolę odgrywają chińskie marki, przede wszystkim BYD i MG, które zajmują już około 30 proc. rynku importowego.

Podróżując przez Polskę, często widuje się lawety z elektrykami jadące na wschód. Skąd pochodzi większość samochodów trafiających na Ukrainę?

Europa stała się kluczowym węzłem tranzytowym. Po gwałtownym wzroście kosztów transportu oceanicznego podczas pandemii ukraińscy importerzy mocno zwrócili się ku rynkowi europejskiemu. Te lawety, które widujesz, przewożą zarówno używane auta europejskie, jak i nowe chińskie elektryki, które do Ukrainy trafiają przez europejskie porty i korytarze transportowe. Warto dodać, że import używanych pojazdów – w dużej mierze z USA, w tym aut powypadkowych z aukcji ubezpieczeniowych – nadal odpowiada za ponad 50 proc. całej sprzedaży. Ten stały strumień sprawił, że na Ukrainie rozwinęła się światowej klasy branża naprawy i renowacji elektryków, szczególnie Tesli. Jesteśmy w tym tak dobrzy, że ukraińskie firmy eksportują w pełni odrestaurowane pojazdy z powrotem do Europy i Stanów.

Na koniec – jak wygląda przyszłość ukraińskiej elektromobilności?

Prognozy strategiczne zakładają pół miliona elektryków do 2030 roku. Rząd pracuje też nad elektryfikacją transportu publicznego – miejskie autobusy dieslowskie mają być stopniowo zastępowane zeroemisyjnymi. Ale nad rynkiem wisi jedno poważne ryzyko: zwolnienie z VAT na pojazdy elektryczne – wygasło 1 stycznia 2026 roku. Jeśli parlament nie zdecyduje się na przedłużenie tej ulgi, eksperci przewidują gwałtowny spadek importu i stagnację. To będzie kluczowa decyzja dla całego sektora.

Poniżej odcinek „Green Mobility News”, który powstał z okazji 10 rocznicy elektromobilności w Ukrainie

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies