Partnerzy strategiczni
Orlen
Ferrari Luce: elektryczne Ferrari po swojemu. Bardziej GT niż Porsche killer

Ferrari pokazało swoje pierwsze elektryczne auto – i nie próbuje kopiować niemieckich konkurentów. Luce ma ponad 1000 KM, architekturę 880 V i baterię większą niż większość elektrycznych SUV-ów

Ferrari bardzo długo kazało czekać na swój pierwszy samochód elektryczny. I chyba właśnie dlatego Luce nie wygląda jak próba „dogonienia Tesli” czy bezpośredni rywal dla Porsche Taycan. To raczej elektryczne grand tourer Ferrari – duże, ciężkie, absurdalnie szybkie i zaprojektowane bardziej jako luksusowy pocisk na autostradę niż torowa zabawka. Technicznie robi jednak ogromne wrażenie: ponad 1000 KM, cztery silniki, skrętna tylna oś, aktywne zawieszenie i bateria 122 kWh na architekturze 880 V. Ferrari deklaruje ładowanie z mocą do 350 kW i sprint do 100 km/h w 2,5 sekundy. No dobrze, ale tyle to nawet elektryczne Porsche Cayenne daje radę do setki.

Przeczytaj też: Polski samochód elektryczny będzie miał DNA z Tajwanu

Czy Ferrari poszło trochę inną drogą niż Porsche? Taycan i Audi e-tron GT od początku były projektowane jako auta sportowe z możliwie niską masą i bardzo agresywną charakterystyką jazdy. Luce wydaje się bardziej „hiper-GT”: ma pięć miejsc, ogromny akumulator i bardziej futurystyczny, wręcz luksusowo-technologiczny charakter. Za projekt odpowiadało studio LoveFrom Jony’ego Ive’a, byłego projektanta Apple. Widać to szczególnie we wnętrzu – minimalistycznym, pełnym szkła, aluminium i fizycznych przełączników. W sieci reakcje są skrajne: jedni widzą w nim nowoczesne Ferrari przyszłości, inni twierdzą, że wygląda jak dziwny miks Tesli, crossovera i shooting brake’a. Więcej o samym wnętrzu przeczytasz w moim wcześniejszym tekście.

Przeczytaj też: Hiszpania staje się ważnym europejskim hubem bateryjnym

Pod maską – a właściwie pod podłogą – też nie ma przypadkowych komponentów. Ferrari rozwija własną integrację napędu elektrycznego i systemów zarządzania energią w Maranello, stawiając na pełną kontrolę nad charakterystyką auta. Wiadomo, że Luce korzysta z baterii NMC o pojemności 122 kWh i architektury około 800/880 V, ale producent nie ujawnił jeszcze wszystkich szczegółów dotyczących dostawców ogniw czy samej konstrukcji pakietu. W branży pojawiają się informacje o współpracy z koreańskim SK On, jednak Ferrari oficjalnie tego nie potwierdza. Auto wykorzystuje cztery silniki elektryczne i bardzo zaawansowany system zarządzania momentem obrotowym, który ma maskować masę przekraczającą 2,2 tony i zachować charakter prowadzenia kojarzony z Ferrari.

Przeczytaj też: Biopaliwa to bezpieczeństwo dla Polski

Dla kogo będzie Luce? Chyba dla młodszej klienteli niż dotychczas utożsamiano markę. Skąd ten wniosek? Ferrari bardzo mocno podkreśla też kwestię dźwięku – co przy elektrycznym aucie tej marki było właściwie nieuniknione. Luce otrzymało autorski system audio z 21 głośnikami, mocą 3000 W i własną platformą Ferrari Audio Director, która zarządza nie tylko muzyką, ale też charakterystyką dźwięku samego auta. Co ciekawe, Ferrari nie poszło drogą sztucznego „udawania V12” – system zbiera rzeczywiste drgania i dźwięki elektrycznych osi napędowych, a następnie przetwarza je w czasie rzeczywistym, tworząc coś w rodzaju mechaniczno-elektronicznego podpisu dźwiękowego auta. I tego jestem bardzo ciekawa.

Co jeszcze warto wiedzieć?

Ferrari Luce ma kosztować od około 550 tys. euro i oferować osiągi, które jeszcze niedawno były domeną hypercarów: ponad 310 km/h prędkości maksymalnej, 2,5 sekundy do 100 km/h i około 6,8 sekundy do 200 km/h. Producent daje 8-letnią gwarancję na układ elektryczny i baterię oraz standardowy 7-letni program serwisowy. Wszystko po to, by przekonać klientów, że elektryczne Ferrari nadal ma być nie tylko szybkie, ale też wyjątkowe i dopracowane jak pełnoprawne GT z Maranello.

Czy się spodoba? Czas pokaże, ale pamiętajmy, że droga do elektryfikacji nie jest prosta. Lamborghini na ostatniej prostej wycofało się z produkcji pierwszego elektrycznego modelu.

Zdj. mat. prasowe Ferrari

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies