Partnerzy strategiczni
Orlen
PSE postawiły elektrownie w gotowości. Co do oznacza dla odbiorców energii i dla samego systemu?

Wyjaśniamy, dlaczego operator uruchomił ten mechanizm i czy odbiorcy energii w czasie upału mają powody do obaw

Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) ogłosiły okresy przywołania na rynku mocy na 30 czerwca w godzinach wieczornych. Powodem była prognozowana napięta sytuacja w krajowym systemie elektroenergetycznym. Wysokie zapotrzebowanie na energię, ograniczona dostępność części jednostek wytwórczych oraz ograniczony poziom rezerw sprawiły, że operator zdecydował się sięgnąć po jedno z najsilniejszych narzędzi zabezpieczających pracę systemu.

PSE podkreślają jednak, że nie oznacza to zagrożenia blackoutem ani planowanych ograniczeń w dostawach energii. Okres przywołania ma charakter prewencyjny i służy utrzymaniu odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa pracy systemu.

Czym jest okres przywołania na rynku mocy?

To mechanizm przewidziany w ramach rynku mocy, który uruchamiany jest wtedy, gdy prognozy wskazują, że rezerwy mocy mogą okazać się niewystarczające. W praktyce oznacza to, że jednostki posiadające kontrakty mocowe muszą być gotowe do dostarczenia zakontraktowanej mocy, a uczestnicy programów DSR (ang. Demand Side Reponse, usługa ta oznacza ograniczanie zużycia energii za wynagrodzeniem przez firmy, które podpisują kontrakty w tej sprawie) – jeśli zostaną wezwani – do czasowego ograniczenia poboru.

Przeczytaj też: Naukowcy widzą więcej niż politycy i domagają się stanowczych działań

Mechanizm ma zapewnić, że w razie pogorszenia sytuacji operator będzie dysponował dodatkowymi zasobami pozwalającymi utrzymać stabilną pracę krajowego systemu elektroenergetycznego.

Dlaczego PSE uruchamiają ten mechanizm?

Bezpieczeństwo systemu elektroenergetycznego opiera się na ciągłym planowaniu i prognozowaniu. PSE na bieżąco analizują, czy dostępna produkcja energii będzie wystarczająca do pokrycia zapotrzebowania odbiorców, zachowując jednocześnie odpowiednią rezerwę mocy na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń, takich jak awarie bloków energetycznych czy elementów sieci.

Operator planuje pracę systemu zgodnie z tzw. kryterium N-1. Oznacza ono, że nawet awaria pojedynczego elementu infrastruktury – np. dużego bloku energetycznego lub linii przesyłowej – nie powinna zagrozić ciągłości dostaw energii. Jeżeli prognozy wskazują, że margines bezpieczeństwa może być zbyt mały, PSE uruchamiają dostępne mechanizmy, w tym właśnie rynek mocy.

Ogłoszenie okresu przywołania pozwala wcześniej zmobilizować zakontraktowane jednostki i zwiększyć dostępne rezerwy jeszcze zanim pojawią się realne problemy z bilansem mocy.

To działanie zapobiegawcze

Sam fakt ogłoszenia okresu przywołania nie oznacza, że systemowi grozi blackout. Jest to jedno z narzędzi, z których operator korzysta, aby z odpowiednim wyprzedzeniem zabezpieczyć pracę krajowego systemu elektroenergetycznego.

Dzięki temu PSE utrzymują odpowiedni poziom rezerw i mogą reagować jeszcze przed wystąpieniem sytuacji kryzysowej.

Dlaczego upały są wyzwaniem dla systemu?

Fale upałów należą do najbardziej wymagających okresów dla krajowego systemu elektroenergetycznego. Gdy temperatury rosną, zwiększa się zużycie energii – przede wszystkim za sprawą klimatyzacji i urządzeń chłodniczych. Jednocześnie część elektrowni może pracować z ograniczoną mocą, m.in. z powodu wysokiej temperatury wód wykorzystywanych do chłodzenia.

Przeczytaj też: Magazyny energii w Europie rosną w siłę. To historyczny moment

Dodatkowym wyzwaniem jest zmienność produkcji z fotowoltaiki. W ciągu dnia instalacje słoneczne dostarczają duże ilości energii, jednak wieczorem ich generacja gwałtownie spada. To właśnie wtedy zapotrzebowanie nadal utrzymuje się na wysokim poziomie, co zwiększa presję na system i sprawia, że operator musi korzystać z dodatkowych mechanizmów zapewniających bezpieczeństwo dostaw energii.

Zdj. Prezes zarządu Polskich Sieci Elektroenergetycznych S.A. Grzegorz Onichimowski. Fot. PAP/Andrzej Jackowski

Okiem redaktora

Rynek mocy zdał egzamin, ale margines bezpieczeństwa się kurczy

Warto spojrzeć na wtorkową decyzję PSE w szerszym kontekście. To dopiero trzeci przypadek uruchomienia okresu przywołania od czasu powstania rynku mocy – poprzednio zdarzyło się to 23 września 2022 r. oraz 6 listopada 2024 r. Rzadkość tego mechanizmu pokazuje, że nie jest to rutynowe narzędzie, tylko realna reakcja na napiętą sytuację bilansową.
Jaka była realna skala problemu? Po godzinie 19 rezerwa mocy w systemie szacowana była na nieco ponad 600 MW – to mniej niż moc pojedynczej dużej elektrowni węglowej – podczas gdy zapotrzebowanie sięgało blisko 23 tys. MW. Innymi słowy, margines bezpieczeństwa był na tyle wąski, że jedna poważniejsza awaria mogłaby postawić operatora w naprawdę trudnej sytuacji.
Co istotne, w tej sytuacji zabrakło typowej „poduszki bezpieczeństwa” w postaci importu awaryjnego. Nasi sąsiedzi mierzyli się z podobnie napiętym bilansem mocy, więc opieranie się na transgranicznej wymianie energii nie wchodziło w grę – Polska musiała poradzić sobie własnymi zasobami.
Do tego doszła kwestia dyspozycyjności jednostek konwencjonalnych. Ograniczoną moc oddawały do systemu m.in. bloki w Elektrowni Kozienice, Elektrowni Turów oraz Elektrociepłowni Żerań – pojedynczo niewielkie ubytki, ale sumarycznie wystarczające, by istotnie pogłębić deficyt rezerwy.
To wszystko pokazuje, że rynek mocy zadziałał zgodnie z założeniem – jako mechanizm prewencyjny, a nie kryzysowy. Ale skala napięcia, z jaką mieliśmy do czynienia tego wieczoru, to sygnał, że w kolejnych latach, wraz z wycofywaniem najstarszych bloków węglowych, takie sytuacje mogą się powtarzać częściej – zwłaszcza w gorących miesiącach letnich.
 

Justyna Piszczatowska

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies