Partnerzy strategiczni
Orlen
Tony martwych ryb w Pilchowicach. Remont zapory miał zwiększyć bezpieczeństwo, skończył się ekologicznym dramatem

Masowe śnięcie ryb w zbiorniku Pilchowice wywołało debatę o odpowiedzialności za ochronę ekosystemów. Tauron przekonuje, że remont zapory był konieczny, krytycy pytają, czy ekologicznej katastrofy można było uniknąć

Kilkanaście, a według części źródeł już nawet kilkadziesiąt ton śniętych ryb wyłowiono ze zbiornika Pilchowickiego i rzeki Bóbr na Dolnym Śląsku. Dramat rozegrał się po niemal całkowitym opróżnieniu zbiornika przed planowanym remontem zabytkowej zapory należącej do Tauron Ekoenergia. Obrazy martwych ryb i czarnej od osadów wody wywołały falę oburzenia oraz pytania o to, czy katastrofy można było uniknąć.

Co się wydarzyło?

Spuszczenie wody było przygotowaniem do modernizacji ponadstuletniej zapory, uszkodzonej podczas powodzi w 2024 roku. Inwestycja ma poprawić bezpieczeństwo przeciwpowodziowe regionu i jest uznawana za niezbędną z punktu widzenia infrastruktury hydrotechnicznej.

Przeczytaj też: Magazyny energii prześcignęły w Europie atom

Problem pojawił się w końcowej fazie opróżniania zbiornika. W czasie wyjątkowo silnych upałów odsłonięte zostały osady denne, a w płytkiej wodzie gwałtownie spadła zawartość tlenu. W efekcie doszło do masowego śnięcia ryb zarówno w zbiorniku, jak i na odcinku Bobru poniżej zapory. Służby rozpoczęły odławianie martwych ryb, pobór próbek wody i osadów oraz monitoring sytuacji. Wojewoda apelował do mieszkańców, by nie korzystali z rzeki do celów rekreacyjnych.

Stanowisko Tauron

Tauron Ekoenergia podkreśla, że remont zapory jest konieczny i wynika z potrzeby zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańców. Spółka przekonuje, że proces opróżniania zbiornika był prowadzony zgodnie z decyzjami administracyjnymi, pod nadzorem przyrodników oraz właściwych instytucji, a harmonogram uwzględniał m.in. okres tarła ryb.

Według spółki znaczna część ryb opuściła zbiornik wraz z powoli spuszczaną wodą, a pozostałe były odławiane w trakcie przygotowań do remontu. Tauron przyznawał jeszcze przed całkowitym opróżnieniem jeziora, że pojawienie się śniętych ryb jest praktycznie nieuniknione przy tak dużej operacji. Przedstawiciele spółki wskazują również, że skalę zjawiska znacząco zwiększyły ekstremalne upały oraz uwolnienie osadów dennych. Dyrektor departamentu inwestycji Tauron Ekoenergia powiedział w RMF FM, że śnięcie ryb jest „ceną, jaką musimy zapłacić za bezpieczeństwo przeciwpowodziowe mieszkańców Dolnego Śląska”.

Krytyka środowiska naukowego i organizacji społecznych

To właśnie ta argumentacja budzi największe kontrowersje.

Przyrodnicy, wędkarze i lokalni mieszkańcy podkreślają, że o ryzyku masowego śnięcia ryb mówiono od tygodni. Ich zdaniem skala odłowów była niewystarczająca, a harmonogram prac nie uwzględnił możliwości wystąpienia ekstremalnych temperatur. Pojawiają się pytania, czy przeprowadzono odpowiednie analizy ryzyka oraz czy nie należało zmienić tempa lub terminu opróżniania zbiornika.

Przeczytaj też: Fala upałów zmobiliozowała naukowców. Chcą konkretnych działań od rządu

Eksperci zwracają także uwagę na szerszy problem. Zbiorniki zaporowe nie są wyłącznie elementami infrastruktury technicznej – są również złożonymi ekosystemami. Operacje hydrotechniczne prowadzone bez uwzględnienia procesów przyrodniczych mogą wywoływać skutki daleko wykraczające poza sam zbiornik, wpływając na życie w całym biegu rzeki.

Pojawiają się również głosy, że wydarzenia w Pilchowicach przypominają lekcję z katastrofy na Odrze z 2022 roku. Tam również pojawiały się pytania o jakość monitoringu, zarządzanie ryzykiem oraz odpowiedzialność instytucji. Zdaniem krytyków obecna sytuacja pokazuje, że w Polsce nadal brakuje systemowego podejścia do zarządzania rzekami, które w równym stopniu uwzględniałoby bezpieczeństwo ludzi i ochronę ekosystemów.

Przypomnę, że temat Odry powrócił w tym roku za sprawą prac legislacyjnych mających na celu nadanie Odrze osobowości prawnej.

Śledztwo i pytania bez odpowiedzi

Trwa ustalanie dokładnych przyczyn katastrofy. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska bada próbki wody i osadów, a Minister Klimatu i Środowiska zapowiedział kontrolę. Dopiero wyniki tych postępowań pokażą, czy skala strat była nieuniknioną konsekwencją remontu, czy też można było ją znacząco ograniczyć poprzez inne zaplanowanie prac.

Niezależnie od końcowych ustaleń jedno jest pewne – Pilchowice stały się kolejnym przykładem konfliktu między potrzebą modernizacji infrastruktury a ochroną przyrody. Pytanie, które pozostaje otwarte, brzmi nie tylko „czy remont był konieczny?”, ale również „czy został przeprowadzony w sposób minimalizujący straty dla ekosystemu?”.

Zdj. Colby Winfield on Unsplash

KATEGORIA
EKOLOGIA
UDOSTĘPNIJ TEN ARTYKUŁ

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies