
To nie jest auto, które imponuje osiągami. Ono imponuje pomysłem. Sprawdziłam, czy ten elektryczny kameleon, który chce być jednocześnie biurem, dostawczakiem i rodzinnym vanem, faktycznie dowozi obietnice w codziennym użytkowaniu
Kia PV5 to jeden z tych samochodów, które trudno zaklasyfikować. Trochę van, trochę osobówka, trochę shuttle, trochę mobilne biuro. I właśnie dlatego budzi takie zainteresowanie – bo to zupełnie inny pomysł na samochód elektryczny niż kolejny SUV.
PV5 to pierwszy model zbudowany w ramach strategii PBV (Platform Beyond Vehicle), czyli samochodów projektowanych bardziej pod funkcję niż pod segment rynku. Auto powstało jako pojazd osobowy, dostawczy, taxi, auto dla osób z niepełnosprawnościami, a nawet jako camper – wszystko na jednej bazie.

Nie. I to bardzo ważne.
• Kia EV9 i Hyundai Ioniq 9 – platforma E-GMP (800 V, duże SUV-y)
• Kia PV5 – platforma E-GMP.S w architekturze PBV (modułowa, bardziej użytkowa)
Przeczytaj też: Toyota zaprezentowała elektryka po prostu do jeżdżenia
A mówiąc po ludzku: oficjalna nazwa to E-GMP.S (gdzie „S” można tłumaczyć jako Stretched lub Simplified). Kluczową różnicą jest to, że napęd w PV5 jest na przednią oś (FWD), podczas gdy standardowe E-GMP jest pomyślane jako tylnonapędowe. Platforma PV5 jest spokrewniona technologicznie z E-GMP (korzysta z tych samych komponentów – baterii, silników, elektroniki), ale została zaprojektowana pod samochody użytkowe i maksymalną przestrzeń w środku, a nie pod osiągi i duże moce. Nie ma też najwyższych parametrów ładowania, postawiono na komponenty rozsądne cenowo, nie silono się na premium, ale jest estetycznie i funkcjonalnie.

Kia PV5 Passenger:
Trzeba pamiętać, że to nie jest samochód, który kupuje się dla przyspieszenia. Tutaj wyróżnia się m.in. Mercedes eVito. Tę Kię kupuje się ze względu na funkcjonalność. Moje zużycie podczas testów podczas dynamicznej jazdy podmiejskiej to ok. 22 kWh/100 km, natomiast po mieście wynik oscylował w granicach 18 kWh/100 km. I są to wyniki akceptowalne.

PV5 ma technologię „Easy Swap”: To chyba największy wyróżnik. Nadwozie za kabiną kierowcy jest wymienne, ruchome, modularne. Dzięki mechanicznym i hydraulicznym złączom, auto może być rano taksówką, a po południu – po wymianie modułu – furgonem dostawczym.
Doceniłam niski próg załadunku. Dzięki platformie E-GMP.S, PV5 ma wyjątkowo niski poziom podłogi (ok. 40 cm od ziemi). To ważne przy wersji dla osób z niepełnosprawnościami oraz przy częstym kurierskim wsiadaniu/wysiadaniu, nie wspominając o funkcji auta rodzinnego gdy podróżujemy z dziećmi i zwierzakami. Ten ostatni wariant sprawdziłam. Transporter postawiony na podłodze za pierwszym rzędem foteli i nawet niewielki psiak swobodnie wskakuje bezpośrednio na swoje miejsce. Ułatwieniem jest, oczywiście, także to, że tylne drzwi są przesuwane. Jednocześnie jest dużo miejsca nad głową, przestrzeń bagażowa jest bardzo duża i foremna. Ponieważ ma przystawkę V2L pokusiłabym się o wyjazd na biwak wersją osobową.
Przeczytaj też: Unia chce baterii na kołach
Producent obejmuje baterię gwarancją na 8 lat lub 160 tys. km (z możliwością rozszerzenia przebiegu), zobowiązuje się, że zachowa ona co najmniej 70 proc. pojemności, co wpisuje się w standardy współczesnych samochodów elektrycznych. Baterie są zbudowane na ogniwach NMC (litowo-niklowo-manganowo-kobaltowe). PV5 ma baterię typu cell-to-pack, czyli bez modułów – ogniwa są zintegrowane bezpośrednio w pakiecie, co poprawia efektywność i pozwala lepiej wykorzystać przestrzeń w podłodze auta.

Warto dodać, że dostawcza wersja modelu ustanowiła rekord Guinnessa – przejechała 693 km na jednym ładowaniu z maksymalnym ładunkiem, w normalnym ruchu drogowym. To pokazuje, że ten samochód został zaprojektowany przede wszystkim jako narzędzie do pracy, a nie tylko elektryczny samochód do jazdy po mieście. Auto zdobyło 5 gwiazdek Euro NCAP (w kategorii samochodów dostawczych) i zostało International Van of the Year 2026.
Zdj. mat. prasowe KIA, AR