Partnerzy strategiczni
Orlen
Podatku od aut spalinowych nie będzie. Polska wykreśla kontrowersyjny zapis z KPO

Komisja Europejska zgodziła się, by Polska usunęła z KPO podatek od samochodów spalinowych. Zamiast tego ma powstać nowy fundusz dla ciepłownictwa

Komisja Europejska zatwierdziła rewizję polskiego Krajowego Planu Odbudowy KPO). To dokument, w którym zawarto rezygnację z podatku od samochodów spalinowych. Chodzi o zapis oparty na zasadzie „zanieczyszczający płaci”. Przewidywał on dodatkowe opłaty dla właścicieli najbardziej emisyjnych aut. Właściwie temat od miesięcy był politycznie zamrożony – najpierw rząd PiS odwlekał wdrożenie reformy, a po zmianie władzy rozpoczęły się negocjacje z Brukselą dotyczące całkowitego usunięcia tego elementu z KPO. Czy będzie coś zamiast?

Przeczytaj też: Nie mamy gdzie ładować elektrycznych ciężarówek w Polsce

Polski park samochodowy należy dziś do najstarszych w Europie. Średni wiek auta osobowego przekracza już 15 lat, a według danych branżowych i CEPiK większość sprowadzanych do kraju używanych samochodów ma blisko 13 lat. Tylko w 2025 roku do Polski importowano ponad 800 tys. używanych samochodów, głównie diesli z Niemiec, Francji i Belgii.

Pierwotnie plan zakładał nowe obciążenia: podatek przy rejestracji samochodu oraz coroczną opłatę za posiadanie auta spalinowego. System miał uwzględniać emisję CO₂, normę emisji spalin oraz wiek pojazdu. Im starszy i bardziej emisyjny samochód, tym wyższa miała być opłata. Chodziło o ograniczenie importu najstarszych aut i stopniowe odmładzanie polskiej floty, która należy dziś do najstarszych w Unii Europejskiej. Problem polegał jednak na tym, że w Polsce temat samochodu od dawna jest politycznie nietykalny – szczególnie jeśli chodzi o rynek tanich używanych diesli sprowadzanych z Zachodu.

Być może rządzący mieli nadzieję, że część problemu rozwiąże się sama, skoro wprowadzane są w kolejnych miastach strefy czystego transportu. Pisałam niedawno o ekspresowym tempie prac w Katowicach.

Przeczytaj też: Europa testuje ładowanie elektrycznych ciężarówek

W miejsce kontrowersyjnego podatku Polska zaproponowała utworzenie Rządowego Funduszu Ciepłownictwa Systemowego na lata 2026-2030 o wartości około 3 mld zł. Fundusz ten ma wspierać modernizację systemów ciepłowniczych i ograniczanie emisji w sektorze ogrzewania. To potrzebna inwestycja, ale jednocześnie trudno nie zauważyć, że Polska po raz kolejny wycofuje się z prób uporządkowania rynku wysokoemisyjnych samochodów. A tych będzie raczej przybywać – kraje Europy Zachodniej coraz szybciej elektryfikują transport, więc starsze auta spalinowe będą trafiały właśnie do Europy Środkowo-Wschodniej. Polska pozostaje jednym z największych importerów używanych samochodów w UE i nic nie wskazuje na to, by miało się to szybko zmienić.

Przeczytaj też: Bez inwestycji w sieci samochody elektryczne daleko nie pojadą

Przypomnę, że nie jest to pierwszy raz, gdy Polska próbuje wprowadzić opłaty powiązane z emisyjnością samochodów. Pierwsze poważne plany pojawiły się już po wejściu do UE, około 2005 roku. Ówczesny rząd chciał zastąpić akcyzę tzw. podatkiem ekologicznym zależnym od wieku auta, pojemności silnika i norm emisji spalin. Celem było ograniczenie masowego napływu starych samochodów z Europy Zachodniej i dostosowanie polskich przepisów do unijnych standardów. Projekt szybko jednak ugrzązł politycznie – dokładnie tak samo jak dziś. Przez dwie dekady niewiele się zmieniło: Polska nadal pozostaje jednym z największych importerów używanych aut w Europie, a każdy pomysł dodatkowych opłat dla wysokoemisyjnych samochodów kończy się polityczną burzą. A kraj staje się szrotem Europy.

Zdj. Car Photographers on Unsplash

Okiem redaktora

Problemem w Polsce nigdy nie był sam pomysł opłat emisyjnych, tylko kompletny brak spójnej i uczciwej polityki transportowej wokół nich. Zasada „zanieczyszczający płaci” nie musi być batem na kierowców – może być narzędziem do budowania świadomości, finansowania transformacji transportu i stopniowego ograniczania najbardziej emisyjnych technologii. Ale taki system musi być konsekwentny i połączony z realnym wsparciem: lepszym transportem publicznym, rozwojem infrastruktury ładowania, modernizacją sieci czy programami osłonowymi. W Polsce od lat brakuje właśnie tej narracji i długofalowego planu, więc każda próba rozmowy o opłatach kończy się polityczną paniką i hasłem „wojny z kierowcami

Agata Rzędowska

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies