Partnerzy strategiczni
Orlen
Norwegia odchodzi od paliw, Orlen szuka ropy. Dwie strony tej samej zmiany

Norwegowie kupują już niemal same elektryki. Kraj zużywa też coraz mniej benzyny i diesla. Dane za 2025 r. pokazują, że elektryfikacja transportu zaczyna realnie zmieniać popyt na paliwa

W marcu br. pisałam o tym, że Norwegia może być pierwszym krajem, na którym naprawdę zobaczymy, jak elektromobilność zmienia rynek paliw. Wtedy brakowało jeszcze pełnych danych za 2025 r. Było za to wiadomo, że elektryki stanowiły już zdecydowaną większość nowych samochodów sprzedawanych w tym kraju. Mamy odpowiedź. W 2025 r. zużycie benzyny i diesla w norweskim transporcie drogowym spadło o około 8 proc. – z 28,2 do 25,9 TWh. W tym samym czasie zużycie energii elektrycznej w transporcie drogowym wzrosło z 2,8 do 3,3 TWh. To już nie jest wyłącznie historia o nowych samochodach. Elektryfikacja zaczyna być widoczna w danych dotyczących faktycznego zużycia energii.

Przeczytaj też: Elektryki pną się w sprzedaży na wielu rynkach

Jeszcze mocniej widać to w przypadku samochodów osobowych. Zużycie benzyny spadło w ciągu roku o około 11 proc., a diesla o blisko 15 proc. Łącznie samochody osobowe zużyły o prawie 13 proc. mniej benzyny i oleju napędowego niż rok wcześniej. Nadal ponad połowa samochodów na drogach to pojazdy spalinowe.

Norwegia jest przy tym wyjątkowym przypadkiem. W 2025 r. liczba elektrycznych samochodów osobowych wzrosła tam o około jedną piątą, a 95 proc. nowych aut osobowych stanowiły samochody elektryczne. Flota się odświeża i zmienia z każdym rokiem.

Przeczytaj też: Tylko kilkanaście procent Polaków widzi przyszłość w dieslu

Nie oznacza to jednak, że Norwegia przestała potrzebować ropy. Wręcz przeciwnie. Jeśli spojrzeć na cały rynek produktów naftowych, spadek jest znacznie mniejszy. W 2025 r. sprzedaż produktów naftowych wyniosła około 8,2 mld litrów, czyli o nieco ponad 2 proc. mniej niż rok wcześniej. Paliwa lotnicze rosły, a ropa nadal pozostaje ważnym surowcem dla transportu, przemysłu i gospodarki.

Dane nie zwiastują końca ropy. Pokazują natomiast, że elektryfikacja może bardzo szybko odebrać jej część rynku. Najpierw widać to w sprzedaży nowych samochodów, później w strukturze floty, a w końcu w ilości paliwa, którą kierowcy rzeczywiście tankują. Niepomijalny jest też fakt budowania niezależności od dostaw paliw.

Przeczytaj też: Król Norwegii jeździł elektrykiem zanim to było modne

To szczególnie interesujące dziś, kiedy na światowym rynku ropy mamy zupełnie inną historię. Wiosenne zawirowania związane z cieśniną Ormuz pokazały, jak szybko problemy z transportem surowca mogą przełożyć się na cały rynek. Jesienią doszły kolejne zakłócenia związane z infrastrukturą naftową Arabii Saudyjskiej. Rynek ponownie zaczął wyceniać ryzyko ograniczenia dostaw.

W Polsce ten problem jest bardzo konkretny. Niedawno pisałam o tym, że Orlen szuka ropy na światowym rynku, po zakłóceniach dostaw z Arabii Saudyjskiej. Koncern zabezpieczał dodatkowe ładunki z różnych kierunków – między innymi z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu oraz obu Ameryk. Część surowca trzeba było kupować na rynku spot, czyli po aktualnych cenach.

Przeczytaj też: Norwegia będzie mogła zdeklasować Chiny

I tu pojawia się ciekawy paradoks. Norwegia jest jednym z państw, które dostarczają Europie ropę, ale jednocześnie jest krajem, w którym popyt na paliwa drogowe kurczy się wyjątkowo szybko. W sierpniu Orlen podpisał z Equinorem trzyletnią umowę na dostawy ropy z norweskiego złoża Johan Sverdrup. Umowa może obejmować ponad 9 mln ton ropy rocznie – około jednej czwartej rocznego zapotrzebowania Grupy Orlen.

Zdj. AR

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies