Partnerzy strategiczni
Orlen
Nie tylko zasięg. Elektryczny Cayenne imponuje rozwiązaniami, których nie widać na pierwszy rzut oka

Nie chodzi tylko o moc. Elektryczny Cayenne udowadnia, że przyszłość Porsche to inżynieria, ultraszybkie ładowanie i rozwiązania, które być może za chwilę staną się standardem

Porsche od lat konsekwentnie rozwija elektromobilność. Marka nie tylko stworzyła jednego z najbardziej dopracowanych elektrycznych sedanów – Taycana – ale również zdobywa doświadczenie na torach Formuły E, gdzie testowane są rozwiązania związane z zarządzaniem energią, wydajnością układów napędowych i rekuperacją. To właśnie wiedza z motorsportu coraz silniej trafia do samochodów drogowych tej marki.

Elektryczny Cayenne wygląda znajomo, nie ma tu żadnych rewolucji – na pierwszy rzut oka. To nadal potężny SUV, tylko taki który nie próbuje przekonać kierowców do elektromobilności efektownymi gadżetami. Zamiast tego stawia na dopracowaną inżynierię i rozwiązania, które realnie poprawiają komfort użytkowania. Prowadzi się jak Porsche. I to chyba najwięcej znaczy. Jest precyzyjny, responsywny, rzutki i zabawny. Daje prawdziwą frajdę z jazdy – a ja nie jestem fanką SUVów.

Przeczytaj też: Ferrari na prąd. Nie wszytskim się podoba

Cayenne jest też dość praktyczny – piszę dość, ponieważ to jednak potężny samochód, znaleźć dla niego miejsce w mieście nie łatwo. W czym się zatem przejawia praktyczność? Jednym z najbardziej przemyślanych elementów jest dotykowo otwierana klapa przedniego bagażnika. Frunk jest pojemny, łatwo dostępny i właściwie o nic więcej nie chodzi w tej przedniej przestrzeni na bagaże.

Jeszcze ciekawszą nowością jest ładowanie indukcyjne. Cayenne będzie pierwszym Porsche oferującym bezprzewodowe ładowanie akumulatora trakcyjnego. Kierowca jedynie parkuje nad specjalną płytą umieszczoną np. w garażu, a samochód – wykorzystując technologię Ultra Wideband – sam wykrywa właściwe położenie i rozpoczyna ładowanie. System osiąga moc do 11 kW, zachowując sprawność przekraczającą 90 proc., co jest wynikiem zbliżonym do klasycznego ładowania przewodowego AC. Cała instalacja jest odporna na deszcz, śnieg i może pracować również na zewnątrz budynku. Nie jest to nowość wymyślona przez Porsche – systemy indukcyjnego ładowania testowały już inne marki, a kilka lat temu w Oslo i Göteborgu pilotażowo sprawdzano to rozwiązanie w miejskich taksówkach. Płyty indukcyjne znajdowały się pod wierzchnią warstwą ulicy.

Przeczytaj też: Nie ma jednej recepty na elektromobilność. Hyundai odkrywa karty

Wróćmy do Porsche. Sercem samochodu jest nowa bateria o pojemności 113 kWh brutto, zbudowana z sześciu modułów i 192 ogniw. Inżynierowie zastosowali dwustronne chłodzenie cieczą, dzięki czemu temperatura ogniw pozostaje wyrównana nawet podczas bardzo szybkiego ładowania lub dynamicznej jazdy i częstych rekuperacji. To właśnie kontrola temperatury jest dziś jednym z najważniejszych czynników wpływających na żywotność akumulatora i możliwość utrzymywania wysokiej mocy ładowania przez dłuższy czas. Od marki premium oczekujemy, że te parametry będą powtarzalne, przewidywalne i nie zawiodą.

Przeczytaj też: Flota szyta na miarę to dziś podstawa w biznesie

Warto zwrócić na architekturę 800 V. Cayenne może ładować się z mocą do 390 kW, a w optymalnych warunkach nawet 400 kW. Porsche deklaruje uzupełnienie energii od 10 do 80 proc. w mniej niż 16 minut. Rzeczywiście ładowanie w trasie było szybkie i gładkie – samochód momentalnie osiągnął moc ponad 350 kW, przy ponad 50 porc. naładowania akumulatora trakcyjnego. I tu ważna uwaga – nie chodzi wyłącznie o wartość w piku, inżynierowie skupili się na możliwie płaskiej krzywej ładowania, czyli utrzymaniu wysokiej mocy przez znaczną część procesu. To właśnie ten parametr decyduje o rzeczywistym czasie spędzonym przy ładowarce, a nie chwilowy rekord wyświetlany na ekranie.

Na uwagę zasługuje również układ odzyskiwania energii. Maksymalna moc rekuperacji sięga 600 kW, a według Porsche aż około 97 proc. codziennych hamowań odbywa się wyłącznie przy wykorzystaniu silników elektrycznych, bez angażowania klasycznych hamulców hydraulicznych. To nie tylko poprawia efektywność, ale także ogranicza zużycie tarcz i klocków hamulcowych. I tego Porsche nauczyło się w elektrycznym motorsporcie.

Elektryczny Cayenne pokazuje, że Porsche nie traktuje elektromobilności jako obowiązku wynikającego z regulacji. To kolejny etap rozwoju marki, która od lat inwestuje w technologie wysokiego napięcia, rozwija napędy elektryczne w Formule E i konsekwentnie przenosi wypracowane rozwiązania do samochodów seryjnych. Efekt jest prosty – zamiast tworzyć „elektryczne Porsche”, producent projektuje po prostu Porsche, które korzysta z napędu elektrycznego.

Zdj. AR

Okiem eksperta

Największe wrażenie zrobiły na mnie trzy rzeczy: centralny wyświetlacz z charakterystycznym wygięciem, którego dziś nie ma żaden konkurent, świetnie zestrojone zawieszenie z wyraźnie odczuwalną zmianą trybów jazdy oraz bardzo czytelny wyświetlacz HUD, który nie rozprasza kierowcy. Ten model stawia na komfort i pod tym względem naprawdę robi świetną robotę. Natomiast w moim osobistym rankingu elektrycznych Porsche Taycan nadal wygrywa, jeśli chodzi o sportowe prowadzenie. Jeśli szukasz przede wszystkim komfortu, to – mówiąc pół żartem, pół serio – sześćdziesięciolatkowi śmiało poleciłbym właśnie ten samochód. Jeśli zależy ci na sportowych emocjach, Taycan pozostaje pierwszym wyborem.

Maciej Dryjański
Niezależny ekspert branży motoryzacyjnej

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies