Rząd przyjął pakiet „Ceny Paliwa Niżej”, który ma szybko obniżyć ceny na stacjach nawet o około 1,20 zł na litrze. Oprócz cięć VAT i akcyzy wprowadza też nową interwencję: administracyjną cenę maksymalną, która zmienia sposób działania całego rynku paliw
W środę 26 marca wieczorem rząd przyjął pakiet „Ceny Paliwa Niżej”, który ma zatrzymać gwałtowny wzrost cen paliw na stacjach. Rynek ropy i gazu znalazł się w kryzysie, a surowce w ostatnich tygodniach skokowo drożeją: ropa o 45 proc., diesel o 40 proc., benzyna o 25 proc. Oliwy do ognia dolewają Stany Zjednoczone, a konkretnie prezydent Donal Trump, który serią nieskoordynowanych wypowiedzi na temat wojny prowadzonej w Zatoce Perskiej podbija cenę ropy w okolice 110 dolarów za baryłkę.
Przeczytaj też: Europa płaci za ropę i nie wyciąga wniosków
Nowy mechanizm stabilizacji cen paliw, który zaproponował rząd Donalda Tuska, nie jest klasyczną tarczą, jakie znamy już z krajowego rynku energii elektrycznej. Składa się z dwóch warstw. Pierwsza dotyczy podatków: VAT spadnie z 23 do 8 proc., akcyza do minimum unijnego, czyli o 29 groszy za litr w przypadku benzyny i 28 groszy na dieslu. Druga warstwa wiąże się ingerencją bezpośrednią: państwo wprowadzi maksymalną cenę paliw. Ministerstwo Energii będzie wyznaczać ją na podstawie rynku hurtowego. Rząd szacuje, że w efekcie paliwa stanieją o ok. 1,20 za litr.
To zmienia logikę rynku. Kierowcy, rolnicy i firmy spedycyjne poczują natychmiastową ulgę przy dystrybutorach, a wahania cen będą mniejsze. Cena maksymalna będzie działać jak bezpiecznik. Nawet jeśli ropa dalej będzie drożeć, tempo przenoszenia tego na odbiorców zostanie administracyjnie ograniczone.
Dla gospodarki to szybki impuls dezinflacyjny. Paliwo jest kosztem bazowym dla transportu i logistyki, więc spadek o około 1,20 zł na litrze realnie obniża presję cenową w wielu sektorach. Jednocześnie to koszt dla finansów publicznych, który rząd chce częściowo odzyskać podatkiem od nadmiarowych zysków.
Największe napięcie pojawi się na poziomie stacji paliw. Cena maksymalna ograniczy marżę detaliczną i przeniesie część ryzyka na sprzedawców. Duże podmioty, powiązane z hurtem, mają bufor, na który mniejsi nie mogą liczyć. Jeśli ceny hurtowe będą rosły szybciej niż limit detaliczny, ich rentowność najmniejszych graczy znajdzie się pod ogromną presją.
Przeczytaj też: IEA uruchamia rezerwy strategiczne
Interwencje rządu na rynku paliw obserwowaliśmy już po wybuchu wojny w Ukrainie. Obecnie jednak różnica jest zasadnicza. Wtedy państwo obniżało podatki i liczyło, że rynek przeniesie to na ceny. Teraz ten efekt jest wymuszany. To już nie jest tylko ulga podatkowa, ale próba bezpośredniego ustawienia ceny końcowej. Kluczowe pytanie nie brzmi, czy ceny spadną, bo wiadomo, że spadną. Pytanie brzmi, jak długo da się utrzymać taki model bez kosztów po stronie budżetu i bez napięć na rynku paliw.
Foto: Ministerstwo Energii, posiedzenie Rady Ministrów. Na środku Miłosz Motyka, szef resortu energii