Na razie to bardziej balon próbny, ale przy obecnej aurze w Europie, nie można wykluczyć, że system EU ETS przejdzie pewne zmiany
W Unii Europejskiej trwa gorączkowe poszukiwanie sposobów na to, by poprawić konkurencyjność i kondycję przemysłu. Najlepiej, gdyby udało się to osiągnąć przy jednoczesnym obniżeniu cen energii. Z pomysłem, jak doprowadzić do stabilizacji, wyszła właśnie Francja. Nie jest rewolucyjny, ale przy obecnych nastrojach w Brukseli i innych europejskich stolicach, może być na poważnie wzięty pod uwagę. A swoje do ugrania na tym ma także Polska, obecnie mająca prezydencję w Radzie UE.
Jak donosiła Reuters, Francja zaproponowała, aby w systemie EU ETS (handlu uprawnieniami do emisji CO₂) wprowadzić korytarz cenowy (ang. price corridor). Agencja powoływała się przy okazji na dokument, który sporządzono. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że Francuzi żadnej noty jeszcze nie złożyli. Wiadomo jednak, że rozmowy w tej sprawie były prowadzone podczas niedawnej Rady UE ds. środowiska. Potwierdziła to podczas spotkania z mediami ministerka klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.
– Jesteśmy po dyskusji na ten temat. Zdecydowanie wybrzmiało, że chcemy zapewnić europejskim społeczeństwom i gospodarkom więcej stabilności w zakresie cen energii. Musimy zadbać o uboższe gospodarstwa – mówiła szefowa MKiŚ. Oficjalnego ruchu ze strony Paryża jednak na razie nie potwierdzono. Może być to tzw. balon próbny, aby sprawdzić, ile państw byłoby zainteresowanych, by usiąść do stołu.
Rząd w Warszawie jeszcze przed formalnym objęciem prezydencji w Unii Europejskiej badał, czy znajdzie poparcie dla pomysłu, aby wprowadzić drobne zmiany w ETS, z naciskiem na ETS 2. Najlepiej takie, które nie wymagają dużo pracy, czyli: przesunąć harmonogram wprowadzenia ETS 2 i uzyskać derogacje dla krajów, które na pewno będą miały problem.
Przeczytaj też: Sekretarz ds. energii USA ogłosił, że gaz jest lepszy od wiatru
Pomysł powtarzali najczęściej przedstawiciele i przedstawicielki Polski 2050. Robiły to Paulina Hennig-Kloska (szefowa MKiŚ) czy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (ministerka funduszy). W nieoficjalnych rozmowach, jeszcze przed startem prezydencji, Polska gromadziła zwolenników zmian w ETS.
Wygląda na to, a potwierdzają to moi rozmówcy, że właśnie zobaczyliśmy pierwsze efekty tych starań. Wiadomo już, że korytarz cenowy popiera Francja. Jak słyszę, to, że Paryż wyszedł z inicjatywą sprawie ETS też nie jest przypadkowe. To sugestia, że mogło stać się to po rozmowach i w porozumieniu z Warszawą.
Zainteresowane zmianami mają być także Czechy oraz część państw skandynawskich. Aczkolwiek krajom nordyckim ma bardziej zależeć na derogacjach lub zmianach w harmonogramie przy ETS 2. Są jeszcze Włochy, gdzie rząd Giorgii Meloni sugeruje, aby w ogóle zawiesić handel emisjami.
Do końca polskiej prezydencji na pewno nie zapadną wiążące decyzje. Jeżeli jednak grono zwolenników zmian będzie się poszerzać, to w trakcie duńskiej prezydencji (druga połowa 2025 r.) i kolejnych, sprawa może nabrać tempa.
Rozwiązanie, znane jako korytarz cenowy, zakłada, że z góry ustala się zakres cen, najniższą i najwyższą, uznawany za akceptowalny i którego produkt czy usługa nie mogą przekroczyć. Zastosowanie korytarza w przypadku systemu EU ETS ma za zadanie uspokoić wahania na rynku, a jak pokazały ostatnie lata – kupowanie uprawnień może być prawdziwą jazdą bez trzymanki.
W marcu 2023 r. cena za tonę CO₂ przekroczyła historyczną barierę 100 euro. Niecały rok później było to już około 54 euro/tona. Za to od początku 2025 r. cena znów rosła (do ponad 80 euro/tona), obecnie (stan na 1 kwietnia 2024 r.) to blisko 68 euro. Przy tak dużych wahaniach przemysłowi i energetyce trudno cokolwiek zaplanować i przewidzieć, a liczba darmowych uprawnień z roku na rok maleje.
Rozchwiany w ostatnich latach system czeka jeszcze jedna zmiana, ponieważ znany od lat ETS zostanie rozszerzony o tzw. ETS 2. System obejmie transport i budownictwo, ma zacząć obowiązywać od 2027 roku. ETS 2 zakłada, że będzie trzeba płacić za emisje od paliw kopalnych spalanych przez samochody czy w domach.
Nie będzie to dodatkowy podatek, a opłata naliczana od razu w momencie zakupu danego rodzaju paliwa. Pozyskiwane z systemu fundusze mają być kierowane na termomodernizację domów, wsparcie transformacji i zastępowanie paliw kopalnych w transporcie i w ogrzewnictwie. Zaraz po uruchomieniu ETS 2 założono, że będzie obowiązywał odgórny limit cenowy dla paliw objętych tą dodatkową opłatą.
Nietrudno się domyślić, że ETS 2 jest dosyć chłodno przyjmowany w państwach członkowskich. Obawy są zrozumiałe: opłata przełoży się na wzrost cen nośników energii, a każda władza obawia się podobnych zdarzeń. Ponieważ jeszcze nie wszedł w życie, to o wiele łatwiej myśli się na temat ewentualnych przesunięć harmonogramu.
Przeczytaj też: Finlandia coraz bliżej odejścia od węgla
Co należy zaznaczyć: nawet na poziomie spekulacji i wstępnych propozycji nikt nie mówi o porzuceniu systemu handlu emisjami, a jedynie o jego modyfikacji. Sprzyjają temu nastroje, jakie panują w Brukseli.
Serwis Politico opisał, że poważnie rozważane jest luzowanie przepisów wynikających z tzw. dyrektywy budynkowej (EPBD). To stosunkowo nowe rozwiązania, które przyjęto w marcu 2023 roku, a ich kluczowe zapisy mają wejść w życie w 2028 r. Lada dzień zatwierdzone zostaną zmiany w dyrektywach CSRD czy CSDDD. Przy takim duchu deregulacji, unoszącym się nad Komisją Europejską, naprawdę nie można wykluczyć, że ten czar luzowania dotrze do systemu handlu emisjami.
Fot. Jessika Roswall i Paulina Hennig-Kloska podczas briefingu prasowego / European Union