Partnerzy strategiczni
Orlen
Dlaczego ryby się kurczą? Globalne zjawisko, które zmienia oceany

Naukowcy na całym świecie obserwują niepokojące zjawisko: ryby stają się coraz mniejsze. To nie lokalny trend, a globalna reakcja na zmiany klimatu, która ma poważne konsekwencje dla ekosystemów morskich, bioróżnorodności i gospodarki. Dla polskiego rybołówstwa na Bałtyku oznacza to kolejne wyzwanie w już trudnej sytuacji

Pod wpływem zmian klimatycznych ryby na całym świecie dosłownie karleją. To zjawisko jest bezpośrednio związane z ocieplaniem się wód i tzw. morskimi falami upałów – okresami nadzwyczajnie wysokich temperatur powierzchni morza trwających co najmniej pięć dni z rzędu. Tych fal upałów przybywa, bo rosną temperatury wód, a zjawisko dotyczy praktycznie całego światowego oceanu.

Przeczytaj też: Mróz w Polsce, rekordowe ciepło na świecie

Badania prowadzone w różnych rejonach świata dostarczają coraz więcej dowodów. Naukowcy z Uniwersytetu Michigan, analizując rekordy wielkości ryb z niemal 1500 jezior obejmujące 75 lat obserwacji, odkryli, że od 1945 roku wiele gatunków znacząco zmniejszyło swoje rozmiary. Z kolei badania nad błazenkami (słynnym "Nemo’’) u wybrzeży Papui-Nowej Gwinei wykazały, że podczas morskiej fali upałów w 2023 roku aż 101 ze 134 monitorowanych ryb zmniejszyło swoje rozmiary.

Naukowcy doszli do wniosku, że taka reakcja to mechanizm obronny w celu przetrwania gatunku. Mniejsze ryby potrzebują mniej pożywienia i mniej tlenu, co zwiększa ich szanse na przeżycie stresu cieplnego nawet o 80 proc. Problem w tym, że mechanizm ten ma swoje granice.

Dlaczego ryby się kurczą? Biologia stresu cieplnego

– Nasze odkrycia pokazują, że poszczególne ryby mogą się kurczyć w odpowiedzi na stres cieplny – mówi Theresa Rueger, ekolożka z Uniwersytetu w Newcastle. Zwraca jednak uwagę, że spadek rozmiaru nie jest wcale aż tak dobrym rozwiązaniem. Zmniejszone ryby rozmnażają się w mniejszym stopniu, co negatywnie wpływa na liczebność populacji.

Wzrost temperatury o ponad 1°C sprawił, że ryby istotne dla lokalnego rybołówstwa zmalały średnio o 16 proc. Temperatury jednak rosną dalej. Według naukowców, kiedy gatunek osiągnie granicę możliwości zmniejszania swoich rozmiarów, dalszy wzrost temperatur sprawi, że ryby przestaną się rozmnażać i w końcu wyginą. Ostatecznie zabije je zbyt wysoka temperatura wody i niedobór tlenu.

Jak to wpływa na bioróżnorodność?

Kurczenie się ryb ma daleko idące konsekwencje dla całych ekosystemów. Zmniejszone rozmiary wpływają nie tylko na poszczególne osobniki, ale na funkcjonowanie łańcuchów pokarmowych i relacje między gatunkami.

Badania z jezior Michigan pokazują, że szczególnie narażone na zmiany są najmłodsze ryby. Drapieżniki mogą połykać tylko osobniki mieszczące się w ich paszczy, co sprawia, że mniejsze – w tym młode – ryby łatwiej padają ich ofiarą. Z kolei starsze ryby, choć mniej wpływają na liczebność populacji, pełnią istotne funkcje społeczne i ekologiczne. Są one bardziej społeczne, niż nam się wydaje, bo uczą się od siebie nawzajem. Kurczenie się starszych osobników może ograniczyć przekazywanie wiedzy młodszym pokoleniom.

Zmiany klimatu wywołują również przemieszczanie się stad ryb oraz ich pożywienia. Cieplejsze masy wody zmieniają cyrkulację na większych głębokościach. Organizmy morskie wrażliwe na zmiany temperatury porzucają swoje dotychczasowe siedliska w poszukiwaniu korzystniejszych warunków, co zaburza funkcjonowanie morskich łańcuchów pokarmowych.

W skali globalnej oznacza to, że przerwany zostanie łańcuch pokarmowy, co spowoduje wymieranie gatunków żywiących się rybami. Wiele ptaków i ssaków jest zależnych od ryb jako podstawowego źródła pożywienia.

Polskie rybołówstwo na Bałtyku. Sektor w kryzysie

Sytuacja na Bałtyku jest szczególnie trudna. Jak wynika z raportu Fundacji Instrat, główne problemy sektora rybołówstwa spowodowane są czynnikami ekosystemowymi, takimi jak zmiana klimatu, malejąca populacja ryb czy rosnąca temperatura wody. W rezultacie rybacy mogą poławiać coraz mniejsze ilości ryb. Dobrym przykładem jest dorsz. Dr Krzysztof Radtke, ichtiolog Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni, wyjaśnia, że spadający poziom natlenienia Bałtyku ogranicza liczbę organizmów bezkręgowych stanowiących główne źródło pokarmu dorszy. Zimnolubnym rybom nie pomaga także wzrost temperatury wód bałtyckich.

Dane mówią same za siebie: w 1983 roku tylko polscy rybacy wyłowili na Bałtyku 120 tysięcy ton dorsza. 35 lat później było to zaledwie 6,5 tony. Od 2020 roku UE wprowadziła czteroletni okres zakazu połowu dorsza, by dać szansę na odbudowanie stad. Od początku 2024 roku połowy dorszy są ściśle limitowane.

Niewielką nadzieję dają tzw. wlewy wody z Morza Północnego – chłodnej i bardziej zasolonej. Mogą one "odświeżać" głębiny Bałtyku, w których żerowały i rozmnażały się dorsze. Dziś takie wlewy występują o wiele rzadziej, na co mają wpływ zmiany klimatu. Obecnie polski sektor rybołówstwa liczy około 2,5 tysiąca osób i ok. 800 statków rybackich. Sektor kurczy się w dynamicznym tempie, a malejące połowy są opłacalne wyłącznie dla dużych jednostek rybackich.

Skutki zmian dla ludzi

Globalne kurczenie się ryb i spadek ich liczebności (w niektórych rejonach świata już o 70-80 proc. z powodu nadmiernych połowów i zmian klimatu) będzie mieć poważne konsekwencje społeczne i gospodarcze. Według ONZ około 60 milionów ludzi na świecie żyje z rybołówstwa. W wielu krajach całe osady, a nawet miasta żyją z połowów. Jeśli ryb będzie brakować, ludzie ci stracą pracę i zostaną pozbawieni perspektyw życiowych. Wcześniej będzie dochodziło do konfliktów o łowiska, a zawód rybaka może być zastępowany piractwem, co już widać w Afryce.

Kraje rozwijające się są najbardziej narażone na negatywne skutki zmiany klimatu w sektorze połowów morskich. Ponad dwie trzecie z nich jest pośrednio lub bezpośrednio zależna od krajowych połowów morskich dla zapewnienia kluczowego w diecie białka. Według prognoz roczne połowy w tych krajach mogą potencjalnie spaść nawet o 50 proc., przez co zagrożone są ryzykiem utraty do 70 proc. swoich przychodów pochodzących z rybołówstwa. W wielu krajach, takich jak Islandia, Malediwy czy Japonia, ryby to podstawa diety – nawet do 100 kg na osobę rocznie. Brak ryb będzie oznaczał albo głód, albo przestawienie się na inną dietę. Najprawdopodobniej będzie to mięso, co pogorszy sytuację klimatyczną świata. Inną konsekwencją będą migracje. Zbyt zacofane państwa, jak Somalia czy Senegal, nie będą w stanie zapewnić swoim obywatelom alternatywy. Brak ryb dotknie więc każdego, nawet jeśli ktoś ich w ogóle nie je.

Konieczność adaptacji i zrównoważonego zarządzania

Dla polskiego rybołówstwa kluczowe będzie dostosowanie się do zmieniających się warunków. Szansą mogą być inwestycje w morską energetykę wiatrową, która do 2040 roku zajmie około 8 proc. powierzchni polskiej części Bałtyku. Rozwój sektora offshore może wykreować 63 tys. miejsc pracy, choć w ograniczonym stopniu będą one dostępne dla rybaków ze względu na zaawansowany wiek i inne kwalifikacje.

Recepta: równowaga i uczciwe zasady gry

Istotne jest stworzenie jasnych zasad użytkowania akwenów dla morskiej energetyki wiatrowej oraz ustalenie warunków rekompensat dla rybaków za ewentualne straty związane z ograniczeniem połowów. Nie mniej ważna będzie możliwość uwzględnienia polskich statków rybackich jako potencjalnych usługodawców dla sektora zielonej energii.

Przeczytaj też: Prawda o pompach ciepła w Polsce

Jak podkreśla organizacja Marine Stewardship Council (MSC), jedyną skuteczną drogą do utrzymania oceanów w zdrowiu są zrównoważone połowy ryb. Certyfikowane rybołówstwo dysponuje skutecznym systemem monitoringu i zarządzania, który pozwala zmniejszyć oddziaływanie na środowisko oraz poławiać tylko te gatunki, których pozyskiwanie nie narusza równowagi ekologicznej.

Foto: JP

KATEGORIA
EKOLOGIA
UDOSTĘPNIJ TEN ARTYKUŁ
Mateusz Gibała
Aktywny od:27.01.2026 · Dodał(a): 2 artykuły

Inne artykuły tego autora

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies