Partnerzy strategiczni
Orlen
Polska wysycha szybciej, niż chcemy to przyznać

Problemem nie jest tylko brak deszczu. Problemem jest też to, co przez lata zrobiliśmy z wodą

„Jeśli w najbliższym czasie nie wystąpią opady, w okresie letnim mogą pojawić się poważne problemy” — alarmuje najnowszy raport Agrometeo IMGW-PIB. Kwiecień był kolejnym miesiącem z bardzo niskimi sumami opadów, a w wielu regionach kraju wilgotność gleby spadła już do około 20 proc. Najgorzej jest m.in. w okolicach Zielonej Góry, Gorzowa Wielkopolskiego, Szczecina czy Białegostoku. Coraz częściej mówi się też o pierwszych problemach z wodą w wodociągach, m.in. w rejonie Warszawy, gdzie od marca praktycznie nie notowano większych opadów. Ostatnie deszcze to jeszcze nie powód do świętowania.

Susza przestała być sezonową anomalią. Pisaliśmy o tym, że wiosna nie może rozkwitnąć. Coraz wyraźniej widać, że staje się nową normą. A jednocześnie wciąż traktujemy ją jak chwilowy problem, który „sam się naprawi”, gdy w końcu spadnie deszcz. Tymczasem eksperci od lat podkreślają, że problem jest dużo głębszy — i nie chodzi wyłącznie o zmiany klimatu, ale też o to, co zrobiliśmy z krajobrazem i wodą przez ostatnie dekady.

Przeczytaj też: Adaptacja do zmian klimatu to ważny temat dla rządu

Zjawiska zarówno powodzi, jak i suszy są naturalne. Pytanie brzmi: jak bardzo są intensywne i jakie mają skutki. A to już w dużej mierze zależy od naszych działań — mówią od lat naukowcy.

Zmiana klimatu wpłynęła na charakter opadów w Polsce. Coraz częściej mamy do czynienia z długimi okresami bez deszczu, które nagle przerywają gwałtowne ulewy. Problem polega na tym, że współczesne miasta i krajobraz rolniczy nie potrafią tej wody zatrzymać. Zabetonowane przestrzenie, osuszone mokradła, wyregulowane rzeki i brak naturalnej retencji sprawiają, że woda po prostu szybko spływa do Bałtyku. Kiedy już deszcz spadnie, to od tego, co zrobiliśmy w krajobrazie, zależy później, czy nasilimy suszę czy powódź.

W debacie o wodzie bardzo często pojawia się dziś słowo „retencja”. To po prostu zatrzymywanie wody tam, gdzie spada — w glebie, mokradłach, terenach zielonych czy lokalnych zbiornikach. Według ekspertów właśnie to będzie kluczowe w najbliższych latach. Nie tylko wielkie inwestycje hydrotechniczne, ale przede wszystkim rozwiązania bliskie naturze: więcej zieleni w miastach, odbrukowywanie powierzchni, odbudowa mokradeł czy ochrona gleb przed przesuszeniem.

Przeczytaj też: Biopaliwa dla bezpieczeństwa Polski

Problem w tym, że nadal wolimy szukać rozwiązań doraźnych. Gdy przychodzi susza, pojawiają się apele o ograniczanie podlewania ogródków albo zakazy używania wody do celów rekreacyjnych. Niektóre miasta, jak Świnoujście, zaczęły działać w innym kierunku – chodzi o ponad 70 mln. inwestycję w instalację do odsalania wody morskiej. Tymczasem eksperci zwracają uwagę, że wodociągi nigdy nie były projektowane do masowego podlewania trawników czy napełniania basenów. Stąd niewydolność systemu. Rozlewające się przedmieścia, dokąd ludzie chcą odetchnąć na własnym spłachetku zielonego trawnika to wyzwanie dla infrastruktury. Wodociągi mają przede wszystkim zapewnić wodę do picia, gotowania i mycia. Nie do podlewania ogródka.

Jednocześnie Polska nadal funkcjonuje w przekonaniu, że „wody przecież mamy dużo”. Popularne porównanie, że pod względem zasobów wodnych jesteśmy „jak Egipt”, jest dużym uproszczeniem. Polska nie ma wielkiej rzeki, która zasilałaby kraj z zewnątrz. Nasze zasoby zależą niemal wyłącznie od tego, co spadnie z nieba — deszczu i śniegu. A śniegu jest obiektywnie coraz mniej.

I właśnie to jest jeden z największych problemów. Śnieg działał jak naturalny magazyn wody — topniał powoli, zasilał glebę i wody podziemne. Dziś zimy coraz częściej są bezśnieżne, a deszcz spływa szybko po powierzchni. Efekt? Rzeki błyskawicznie reagują na opady, ale równie szybko wysychają. Coraz więcej małych cieków zaczyna działać jak rzeki okresowe — płyną tylko wtedy, gdy pada.

Eksperci nie mają wątpliwości: bez zmiany podejścia do gospodarowania wodą podobne sytuacje będą się powtarzać coraz częściej. Polska będzie jednocześnie doświadczać susz, gwałtownych podtopień i problemów z dostępem do wody. A to oznacza, że adaptacja do zmian klimatu przestaje być tematem „na przyszłość”. To już kwestia codziennego bezpieczeństwa, ale i gospodarki.

Zdj. Joan Tran on Unsplash

Nasza strona używa plików cookies. Więcej informacji znajdziesz na stronie polityka cookies