Zielona transformacja potrzebuje metali tak samo jak kiedyś potrzebowano paliw kopalnych. Coraz większą rolę w ich pozyskiwaniu może odegrać górnictwo miejskie – odzyskiwanie surowców z odpadów i zużytych technologii
Sytuacja w Zatoce Perskiej znów przypomina Europie starą lekcję: gospodarka oparta na imporcie surowców jest krucha. Ceny ropy i gazu oraz kierunki ich dostaw wciąż mają ogromny wpływ na stabilność europejskiej gospodarki. Dlatego od lat w Brukseli mówi się o potrzebie budowania suwerenności – najpierw energetycznej, a dziś coraz częściej także surowcowej.
Już prawie dwie dekady temu w Unii Europejskiej zaczęto wskazywać obszary, w których konieczne jest ograniczenie zależności od importu. Jednym z nich była energetyka – stąd zwrot ku odnawialnym źródłom energii i zielonym technologiom. Drugim obszarem stał się transport. Jeśli energia może być produkowana lokalnie, w sposób rozproszony i z różnych źródeł, naturalnym krokiem było wykorzystanie jej także do napędzania transportu. Tak zaczęła rozwijać się elektromobilność.
Przeczytaj też: Europa ma pomysł jak wesprzeć przemysł
Dziś dochodzimy jednak do kolejnego etapu tej transformacji. Zielone technologie również potrzebują swojego paliwa – są nim pierwiastki i metale wykorzystywane w bateriach, elektronice czy technologiach wodorowych. I tu pojawia się nowe pytanie: skąd Europa ma je pozyskiwać, by nie powtórzyć błędu uzależnienia od importu, jak w przypadku ropy i gazu? Pisałam już o pokładach litu zlokalizowanych w Ukrainie, ale pierwiastki można jak się okazuje, pozyskiwać też w inny sposób.
Transformacja energetyczna i cyfrowa wymaga ogromnych ilości surowców. Dlatego budowanie suwerenności w tym obszarze staje się jednym z najistotniejszych wyzwań dla Europy. Elementem tej strategii jest urban mining – odzyskiwanie cennych metali z produktów, które już funkcjonują w gospodarce, takich jak zużyta elektronika, baterie czy katalizatory.
Urban mining, czyli „górnictwo miejskie”, polega na odzyskiwaniu cennych metali z produktów, które już funkcjonują w gospodarce – zużytej elektroniki, baterii, katalizatorów samochodowych czy instalacji przemysłowych. W praktyce oznacza to traktowanie odpadów jak wtórnych złóż surowców. Z 100 kilogramów płytek drukowanych można odzyskać m.in. około 21 kg miedzi, a także niewielkie, ale bardzo cenne ilości złota, srebra czy palladu. W przypadku zużytych katalizatorów samochodowych odzysk metali z grupy platynowców może sięgać nawet 90–95 proc.
Znaczenie tego podejścia rośnie także w polityce gospodarczej Unii Europejskiej. Critical Raw Materials Act zakłada, że do 2030 roku co najmniej 25 proc. strategicznych surowców zużywanych w UE ma pochodzić z recyklingu. Jednocześnie Bruksela chce rozwijać europejskie moce przetwarzania i skracać łańcuchy dostaw, które dziś w dużej mierze zależą od kilku regionów świata. Urban mining przestaje więc być wyłącznie elementem polityki środowiskowej – staje się częścią infrastruktury przemysłowej.
Ma to także wymiar klimatyczny. Odzyskiwanie metali z istniejących produktów ogranicza konieczność otwierania nowych kopalń i zmniejsza presję na środowisko. Jednocześnie rozwój technologii odzysku metali – od zaawansowanej metalurgii po logistykę zbiórki zużytych urządzeń – może stworzyć nowy sektor gospodarki o dużej wartości dla gospodarki.
W miarę jak rośnie zapotrzebowanie na metale dla elektromobilności, magazynów energii czy infrastruktury cyfrowej, pytanie nie brzmi już czy urban mining będzie potrzebny, ale jak szybko Europa zbuduje zdolności do odzyskiwania surowców na dużą skalę. W praktyce to właśnie w miastach – w zużytej elektronice i technologiach – mogą znajdować się jedne z najważniejszych „złóż” przyszłej gospodarki.
Zdj. Fotografia Lui Vlad on Unsplash