
Ponad piętnaście ton martwych ryb. Zakaz korzystania z rzeki. Alarm dla mieszkańców. Postępowania prowadzone przez służby i prokuraturę. Katastrofa ekologiczna na Bobrze stała się jednym z najpoważniejszych kryzysów środowiskowych ostatnich miesięcy. Tym bardziej zaskakuje jedno – niemal całkowita nieobecność Ministerstwa Infrastruktury w debacie publicznej
Temat odpowiedzialności państwa za katastrofę ekologiczną na Bobrze podjęły w ostatnich dniach Siostry Rzeki, akcja kolektywu Matki Polki na Wyrębie oraz Koalicji Ratujmy Rzeki, od lat walczących o ochronę Wisły i innych polskich rzek przed nadmierną regulacją, degradacją i podporządkowaniem ich inwestycjom hydrotechnicznym. Aktywistki zwracają uwagę nie tylko na samą skalę katastrofy, ale przede wszystkim na pytanie, które ich zdaniem pozostaje bez odpowiedzi: dlaczego w sprawie Bobru milczy resort, który formalnie odpowiada za gospodarowanie polskimi wodami? To pytanie prowadzi do szerszej dyskusji o systemie zarządzania rzekami w Polsce oraz o politycznej odpowiedzialności za kolejne kryzysy ekologiczne.
Większość Polek i Polaków jest przekonana, że za rzeki odpowiada Ministerstwo Klimatu i Środowiska. To intuicyjne. Problem polega na tym, że nie jest to prawda.
Przeczytaj też: Polacy chcą ETS. To zaskoczenie
Od 2018 roku gospodarka wodna w Polsce znajduje się w gestii Ministra Infrastruktury, któremu podlegają Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. To właśnie ten resort odpowiada za zarządzanie wodami, infrastrukturą hydrotechniczną i nadzór nad instytucją administrującą polskimi rzekami.
Kolektyw przypomina, że katastrofa na Bobrze rozpoczęła się podczas opróżniania Jeziora Pilchowickiego przed remontem zapory prowadzonej przez Tauron Ekoenergia. Pisaliśmy na ten temat na łamach portalu. Według komunikatów administracji państwowej najbardziej prawdopodobnym mechanizmem katastrofy było wzruszenie osadów dennych, gwałtowny wzrost ilości zawiesiny oraz pogorszenie warunków tlenowych w wodzie, co doprowadziło do masowego śnięcia ryb i innych organizmów wodnych. Do 4 lipca służby zebrały już ponad 15 ton martwych ryb.
W odpowiedzi na sytuację wojewoda dolnośląska wprowadziła zakaz korzystania z Bobru na odcinku od zapory Pilchowickiej do zbiornika Rakowice. Zakaz obejmuje kąpiel, pojenie zwierząt, połów ryb, korzystanie z wody do celów gospodarczych oraz używanie jednostek pływających. Podstawą decyzji były wyniki badań Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Z dzisiejszych komunikatów wynika, że na Bobrze wciąż obowiązuje zakaz korzystania z rzeki. Sanepid wydał komunikat, że sytuacja na części odcinków rzeki stopniowo się poprawia.
Przeczytaj też: Magazyny energii szybko spłacają dług wobec środowiska
Sprawę bada prokuratura. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska prowadzi postępowanie dotyczące szkody w środowisku, a WIOŚ i GIOŚ monitorują jakość wody.
W tym wszystkim pojawia się jednak pytanie o odpowiedzialność polityczną – zwracają uwagę aktywistki. Siostry Rzeki zwracają uwagę na ważny aspekt. Jak czytam na ich profilu na Facebook „Całość gniewu, całe odium słusznego gniewu idzie na minister Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Paulinę Hennig-Kloske. A to nie jest jej zakres kompetencji.
Ministerstwo Infrastruktury odpowiada za gospodarkę wodną. To pod ten resort podlegają Wody Polskie. Mimo to trudno znaleźć publiczne wystąpienia ministra poświęcone katastrofie na Bobrze porównywalne z aktywnością dotyczącą inwestycji drogowych, kolejowych czy lotniczych. W przestrzeni publicznej ciężar odpowiedzialności politycznej spadł przede wszystkim na Ministerstwo Klimatu i Środowiska, choć formalny podział kompetencji wygląda inaczej.
Nie chodzi o przerzucanie winy między resortami. Chodzi o przejrzystość odpowiedzialności.
Kolektyw zauważa, że jeżeli za rzeki odpowiada Minister Infrastruktury, opinia publiczna ma prawo oczekiwać, że to właśnie ten resort będzie informował o przebiegu kryzysu, przedstawiał działania naprawcze oraz odpowiadał na pytania dotyczące nadzoru nad inwestycją i funkcjonowania Wód Polskich.
Przeczytaj też: Czy Polsce groził blackout?
To nie pierwszy przypadek, gdy podział kompetencji dotyczących rzek budzi kontrowersje. Po katastrofie na Odrze Komisja Europejska wszczęła wobec Polski postępowanie dotyczące naruszenia unijnych przepisów związanych z ochroną wód. Organizacje społeczne od lat podnoszą, że podporządkowanie rzek przede wszystkim logice infrastrukturalnej utrudnia skuteczną ochronę ekosystemów.
Katastrofa na Bobrze ponownie stawia pytanie o to, czy obecny model zarządzania polskimi rzekami rzeczywiście służy ich ochronie. Niezależnie od tego, jakie będą ostateczne ustalenia śledczych dotyczące przyczyn zdarzenia, jedno wydaje się oczywiste: społeczeństwo ma prawo oczekiwać, że resort odpowiedzialny za gospodarkę wodną będzie widoczny podczas jednego z największych kryzysów ekologicznych ostatnich lat, a nie pozostanie jedynie administracyjnym adresem odpowiedzialności.
Tylko jasne wskazanie kompetencji i rozliczenie instytucji odpowiedzialnych za nadzór może zapobiec temu, by podobne katastrofy nie powtarzały się na kolejnych polskich rzekach.
Zdj. Sebastian Piękoś on Unsplash