
Europejski Pakiet Sieciowy budzi sprzeciw części państw UE i operatorów sieci. Propozycja „centralnego scenariusza” rozwoju połączeń transgranicznych jest postrzegana jako próba forsowania głębszej integracji rynku energii przez Komisję Europejską. Jednocześnie brak skutecznych mechanizmów rozstrzygania sporów między państwami blokuje inwestycje w sieci i oddala perspektywę trwałych obniżek cen energii. A może nikt ich nie chce?
European Grids Package, bo tak brzmi oryginalna nazwa dokumentu, został opublikowany w grudniu. Jednak jego pierwsze zapowiedzi pojawiały się już na początku 2025 roku. Wtedy Komisja Europejska rozpoczęła debatę o cenach, przedstawiając Plan na rzecz przystępnych cen energii. Dokument ten sygnalizował problemy, natomiast Pakiet Sieciowy dostarcza rozwiązań. Wśród nich znajdują się: skrócenie procedur administracyjnych (permittingu) dla projektów energetycznych (krajowych i transgranicznych), wprowadzenie jednego wspólnego scenariusza referencyjnego, a także rozwój tzw. autostrad energetycznych – czyli międzynarodowych połączeń sieciowych dla energii elektrycznej, wodoru i gazu, które według Komisji wymagają szczególnego wsparcia i zaangażowania we wdrażanie w celu usunięcia wąskich gardeł.
Przeczytaj też: Elektromobilność. Między ambicją a ryzykiem
We wszystkich dokumentach wybrzmiewa niepokój Brukseli związany z powolnymi postępami krajów wspólnoty w rozwoju OZE, niezbędnej infrastruktury energetycznej i wykorzystaniu integracji rynków do obniżania cen energii. Komisja po raz kolejny wylicza makroekonomiczne oszczędności dla całej Unii wynikające ze zwiększonego przepływu energii przez granice, zgodnie z zasadami rynkowymi – głównie dzięki wyrównaniu hurtowych cen energii. Zwiększanie udziału OZE jest konsekwentną odpowiedzią Unii na szoki cenowe i wyzwania geopolityczne, a także próbą ograniczenia unijnej zależności od importowanych surowców.
Najbardziej kontrowersyjnym elementem Pakietu jest propozycja opracowania centralnego europejskiego scenariusza rozwoju systemu elektroenergetycznego. Ma on powstać w ciągu dwóch lat od wejścia w życie zrewidowanego Rozporządzenia o transeuropejskich sieciach energetycznych (TEN-E). Przygotowanie scenariusza ma tym razem być koordynowane przez Komisję i opierać się na założeniach przedstawionych w krajowych planach w dziedzinie energii i klimatu (KPEiK), z odniesieniem do celów redukcji emisji na 2030 r. oraz negocjowanych celów na 2040 rok. Jest to istotna zmiana względem obecnego modelu, w którym scenariusze opracowywane są w ramach prac ENTSO-E (Europejskiej Sieci Operatorów Systemów Przesyłowych Energii Elektrycznej). Na podstawie tego właśnie scenariusza mają być w przyszłości określane szczegółowe założenia rozbudowy i modernizacji rozwoju sieci przesyłowych pomiędzy krajami.
W obecnym modelu operatorzy przygotowują co dwa lata tzw. Ten-Year Network Development Plan – dziesięcioletni plan rozwoju sieci, będący wizją rozwoju unijnego systemu elektroenergetycznego. Jest to oczywiście uzupełnienie krajowych planów rozbudowy sieci. Operatorzy dostarczają dane wejściowe i przygotowują kilka scenariuszy. Efektem są strategiczne (nie inwestycyjne!) plany rozwoju wspólnej infrastruktury energetycznej (oddzielnie też dla gazu oraz wodoru). Eksperci pracujący w kilku zespołach w ramach ENTSO-E oceniają też bezpieczeństwo systemu, identyfikują wąskie gardła, a także analizują koszty i korzyści z listy wspólnych projektów wraz z ich wpływem transgranicznym.
W tym ostatnim aspekcie pojawia się problem. Obecnie brakuje skutecznych mechanizmów podziału kosztów i korzyści pomiędzy państwami sąsiadującymi. Koszty dotyczą zarówno poniesionych już nakładów inwestycyjnych na rozbudowę sieci krajowych, konkretnych źródeł wytwarzania (jak w przypadku atomu we Francji), jak również budowy i utrzymania interkonektorów, integracji systemów rynkowych i informatycznych czy koszty bilansowania (OPEX) w momencie importu. Korzyści natomiast materializują się zarówno w krajach-eksporterach (w postaci zysków producentów energii), jak i krajach-importerach (gdzie spadają ceny dla odbiorców końcowych).
W specyficznych sytuacjach, jak np. w przypadku występowania cen ujemnych czy przeciążeń sieci, importerzy mogą jednak ponosić straty. Brak transparentnego modelu rozliczania kosztów prowadzi do lokalnych konfliktów i zniechęca kraje do rozbudowy infrastruktury transgranicznej. Dodatkowym argumentem przeciwko inwestycjom jest to, że korzyści nie zatrzymują się na granicy dwóch państw zaangażowanych w wymianę, ale „rozlewają” się na cały zintegrowany rynek energii. Tymczasem koszty inwestycji i utrzymania ponoszą przede wszystkim kraje bezpośrednio połączone infrastrukturą. Osiągnięcie porozumienia w sprawie sprawiedliwego podziału tych obciążeń okazuje się wyjątkowo trudne.
Komisja regularnie wskazuje, że cele wspólnotowe w zakresie poziomu połączeń transgranicznych nie są realizowane lub utrzymywane, co uniemożliwia długoterminowe działanie mechanizmu wyrównywania cen. Przykładowo w Polsce udział połączeń transgranicznych w ostatnich latach spada – nie z powodu redukcji zdolności importowych, ale na skutek dynamicznego wzrostu mocy zainstalowanej (głównie w OZE). Za brak wzrostu przepływów transgranicznych odpowiada więc różnorodność wybranych modeli transformacji energetycznej (miksu), która wynika z pełnej suwerenności państw w podejmowaniu decyzji o strukturze wytwarzania, a także ochrona interesów konkretnych aktorów – producentów energii czy przemysłu.
Najgłośniejszym przykładem jest spór między stawiającą na OZE Hiszpanią a nieprzyjmującą jej energii „atomową” Francją, która ogranicza import w trosce o należyty zwrot z własnych inwestycji i utrzymanie tych mocy. Można więc przypuszczać, że właśnie blokowanie integracji przez partykularne interesy skłania Komisję do przejęcia większej kontroli nad wyborem i realizacją scenariusza centralnego dla rozwoju sieci transgranicznych. Ma to zapewnić wspólny kurs inwestycyjny dla infrastruktury sieciowej i stopniowe uśrednienie cen energii na rynku hurtowym.
Propozycja wywołuje silne emocje. Najgłośniej oprotestowała ją Szwecja, która boryka się z problemem wymuszonego importu z Danii i Niemiec. Przeciwne są też Włochy i Francja, które podkreślają konieczność ochrony krajowych i regionalnych interesów. Operatorzy systemów przesyłowych wskazują, że stworzenie nowego połączenia na granicy nie rozwiązuje problemu. Często bowiem zwiększenie możliwości przepływu energii elektrycznej z jednego kraju do drugiego zależy od stanu i rozbudowy sieci krajowej. OSP obawiają się nacisku na budowę połączeń „za wszelką cenę”, bez odpowiednich analiz i uzasadnienia ekonomicznego. Komisja natomiast podkreśla, że rozwój połączeń to nie jest gra o sumie zerowej i apeluje o spojrzenie z perspektywy całej Unii, ponad interesami narodowymi.
Przeczytaj też: Mróz w Polsce, rekordowe ciepło na świecie
Czy naprawdę państwa mają się czego obawiać? A może większym zagrożeniem jest potencjalny atak agresora prowadzący do blackoutu lub brak wystarczających mocy w interkonektorach? Jeśli siłą Unii jest zintegrowany rynek energii, a jego pogłębianie ma służyć ochronie przed cyberatakami i ograniczaniu zależności od importowanych surowców, to alternatywna droga w praktyce nie istnieje. Solidarność pozostaje kluczowym atutem w budowaniu konkurencyjności globalnej i bezpieczeństwa Europy. Pomysł Komisji jest trafny. Aby jednak przyniósł oczekiwane efekty, potrzebne są bardziej precyzyjne i kompleksowe modeli wyceny kosztów i korzyści. Tylko wtedy zyski z wymiany transgranicznej będą sprawiedliwie rozłożone.